Teksty

Wyprawa do Nowej Zelandii - cz I. - przygotowania, podróż, piewsze wrażenia 24

Tagi: nowa zelandia elfiktravel pamiętnik z podróży rady dla podróżnych samotna podróż

Moja wyprawa do Nowej Zelandii wzbudziła wiele zainteresowania, dlatego opowiem o niej na blogu. Dziś dowiecie się, jakim cudem w wieku 24 lat udało mi się spełnić największe życiowe marzenie, jak to jest podróżować w pojedynkę na koniec świata i jakie problemy czekają po drodze.

 

IMG_0021.JPG

 

Zawsze byłam marzycielką.

Miałam 12 lat, gdy po raz pierwszy obejrzałam “Władcę Pierścieni”. Zakochałam się w pięknych krajobrazach, opowieści o dalekiej podróży i małym hobbicie, który zmienił historię świata. Zaczęłam obsesyjnie marzyć o odwiedzeniu miejsca, w którym film został nagrany, a gdy dowiedziałam się, że to na drugim krańcu świata pomyślałam: “Taaa…, no to se pojechałam”. Mieszkałam wtedy w swoim małym rodzinnym mieście i miałam takie swoje ulubione miejsce, z którego widać góry. Często chodziłam tam na spacer, a słuchając soundtracku z “Władcy Pierścieni” oddawałam się marzeniom i robiłam zdjęcia. Tamtejsze widoki sprzyjają fantazjowaniu:

 

DSCN7365.JPG

 

Tak się jednak mój los potoczył, że wywiało mnie z rodzinnej miejscowości. Najpierw trafiłam do Krakowa, a potem wezwała mnie Stolica. Zaliczałam staże (m.in. w Glamour), studiowałam i oczywiście pisałam bloga. Później oczywiście poszłam do pracy, a w międzyczasie pomagałam Rudej w prowadzeniu firmy. Mój blog przynosi mi pieniądze, a Ruda jest zdolną businesswoman, dlatego z czasem moje konto oszczędnościowe zaczęło rosnąć… Warto też dodać, że nie szczególnie interesują mnie modne rzeczy. Kosmetyki, ubrania, te wszystkie #must_have’y… to nie mój świat. Noszę wciąż te same ciuszki, maluje się kosmetykami, które dostałam. A dzięki współpracy z markami artystycznymi na brak akcesoriów do rysowania też nie narzekam. Nie bardzo mam na co wydawać pieniądze. Tak więcej udało mi się trochę odłożyć...

Rozsądek podpowiadał, żeby zachować oszczędności, ale serce krzyczało: “Baś, wiesz co z  tym zrobić!”. W lipcu 2016 wypadają moje 25 urodziny, a ja bardzo chciałam spełnić swoje największe życiowe marzenie przed pierwszą ćwiartką. A zatem czas nadszedł! zdecydowałam: Lecę do Nowej Zelandi!

 

Niechętnie o tym wspominam, ale wiele osób powiedziało mi wtedy, żebym puknęła się w głowę. Wiedziałam, że muszę lecieć sama i że będzie to wyprawa ekstremalna, bo Nowa Zelandia to drogi kraj. Planowałam autostop i spanie w namiocie. Usłyszałam wtedy m.in.:

  • Naprawdę chcesz wydać tyle kasy na podróż? Nie lepiej to w coś zainwestować?

  • Chcesz spać pod gołym niebem i jechać stopem? Nie wytrzymasz!

  • I co Ty tam będziesz jadła? (pozdrawiam, Ciociu :) )

  • A jak Cię okradną?

  • A jak się zgubisz na lotnisku?

  • A jak zgubisz paszport? (to zadzwonię do ambasady w Wellingon, bo sobie zapisałam do nich telefon!)

  • A musisz od razu na koniec świata lecieć? Przecież w Polsce masz takie same góry a nawet ładniejsze*

(*Z całym szacunkiem do ukochanego kraju, w którym się urodziłam, ale nie - nie są ładniejsze)

  • A może zaczniesz od jakiegoś skromniejszego miejsca? Słowacja może?

 

Na szczęście miałam też wokół siebie osoby, które mnie wspierały. Mama, Tata i Ruda mnie motywowali i dzielnie znosili moją ekscytację i odgrażanie się, że “Naprawdę to zrobię!”. Dziękuję, kocham Was bardzo!  

 

Zaczęłam od skontaktowania się z <Panem OdLotów>, czyli osobą, która specjalizuje się w wyszukiwaniu tanich połączeń lotniczych. Zdecydowałam, że chcę odwiedzić Nową Zelandię latem, dlatego w grę wchodził przedział Listopad/Luty. Najkorzystniejsze bilety wypadły na Styczeń… czyli dokładnie na czas sesji egzaminacyjnej na studiach. Oznaczało to, że od razu po powrocie z wyprawy będę musiała wszystko na raz zaliczyć. Poniższy obrazek znaleziony na Kwejku nabrał dla mnie nowego znaczenia :)

 

50866df2db77ef7d9c7189aba6e55513.png

 

Zwiedzenie Kraju Długiego Białego Obłoku w dwa tygodnie jest chyba niemożliwe (a ja nie jestem osobą, którą bawi siedzenie w hotelu), dlatego zdecydowałam się na miesięczną podróż. Dla mnie równało się to z brakiem zarobku w tym czasie. Podobno nie wypada rozmawiać o pieniądzach, ale wiem, że wielu z Was bardzo interesuje, ile wydałam. Nie widzę w tym nic złego. A zatem… z różnych przyczyn wyprawa kosztowała mnie 10 000 zł, ale da się to zrobić taniej.

 

Kiedy bilety były kupione, przyszedł czas na organizowanie wszystkiego. Na Facebookowej stronie znalazłam towarzysza podróży, który w tym samym czasie zamierzał włóczyć się po Nowej Zelandii. Umówiliśmy się na spotkanie w Auckland i przez kilka miesięcy czatowalismy ze sobą, żeby ustalić szczegóły (m.in. trasę, wynajęcie samochodu, noclegi). Od lata 2015 przygotowania pochłonęły całe moje życie. Obawiam się, że byłam trochę nieznośna dla rodziny i znajomych w tym czasie, bo nie istniał dla mnie inny temat niż Nowa Zelandia. Największe emocje przyszły w okolicy 6go Stycznia. Trzech Króli było dniem wolnym, więc miałam dużo czasu na myślenie. Zbyt dużo. Najpierw była euforia! Słuchałam soundtracku z “Władcy Pierścieni”, po raz setny przeglądałam nowiutki przewodnik, który dostałam w prezencie i spacerowałam po mieszkaniu tam i z powrotem nie mogąc doczekać się wyjazdu. A potem przyszła… panika!

Mała informacja dla podróżnych: Nowa Zelandia to kraj, który bardzo dobrze radzi sobie z imigrantami. Jeżeli tylko zaistnieje podejrzenie, że podróżny przybył w celach zarobkowych, nie zostaje wpuszczony na teren kraju. Dyskwalifikuje także podejrzany stan zdrowia, nerwowe zachowanie oraz posiadanie jakichkolwiek roślinek (fragment liścia na podeszwie buta się liczy). Jeśli chodzi o mnie… Jedynym dowodem na to, że nie zamierzam zostać w NZ na zawsze był mój bilet powrotny. Nie posiadałam rezerwacji hotelowych (bo nie zamierzałam z nich korzystać) ani swojej umowy o pracę w wersji angielskiej. Dodatkowo w sytuacjach stresowych zaczynam się zachowywać bardzo podejrzanie, a jak na złość tuż przed wyjazdem złapał mnie kaszel. Byłam więc idealną kandydatką do odesłania mnie tam, skąd przybyłam.

Tak więc dwie noce przed odlotem z nerwów nie spałam prawie w ogóle. W poniedziałek 11go stycznia wstałam bardzo wcześnie rano i wypiłam kawę w ciemnościach. To uczucie opuszczania domu jest nie do opisania. Wiedziałam, że przez najbliższy miesiąc nie będę miała miękkiego łóżka, dobrego jedzenia i wanny z ciepłą wodą. Wcale mnie to nie martwiło. Zarzuciłam na plecy 15 kg plecak, który był tak duży, że wyglądałam w nim jak mały hobbit. Powiedziałam sama do siebie: “I’m going on an adventure!” i zamknęłam za sobą drzwi.

 

adventure1.jpg 

 

Wyglądało to nieco inaczej niż na powyższym zdjęciu ;). Miałam podkrążone oczy i wyglądałam jak zombie. Ubrana na czarno jechałam sennym autobusem przez lodowatą Warszawę, a wokół mnie zaspani ludzie zmierzali do pracy. Stolica była szara i smutna tego dnia, a ja nie mogłam przestać myśleć o celnikach z NZ.

Na lotnisku Chopina się trochę uspokoiłam. Nadałam bagaż, a miła Pani w okienku powiedziała mi, że odbiorę go w Auckland. Ale to pięknie brzmiało! Byłam w terminalu dużo wcześniej, dlatego miałam sporo czasu na pisanie pamiętnika i picie kawy w papierowym kubeczku. Uwielbiam to!

 

Przed Nową Zelandią wydawało mi się, że samotna podróż na koniec świata jest bardzo trudna. Bałam się, że zgubię się na lotniskach albo, że czegoś nie zrozumiem i zapłacę karę. Dziś mam wrażenie, że to wszystko to pestka i organizacja podróży samolotem na inny kontynent jest dla mnie tak skomplikowana jak jazda pociągiem do Ciechocinka. Obawiam się, że dopóki sami nie spróbujecie, to mi nie uwierzycie, że to łatwe.

 

Do Nowej Zelandii leciałam z dwoma przesiadkami - przez Dubaj i Melbourne. Całość zajęła 30 godzin. Niektórzy pewnie się krzywią na myśl o tak długiej podróży, ale ja to kocham! Uwielbiam picie kawy na lotniskach, łapanie wi-fi w McDonalds, wrzucanie zdjęć na Facebooka, spacerowanie po strefie wolnocłowej i oglądanie rzeczy, których nie zamierzam kupić. Uwielbiam być w nocnym, sennym samolocie, gdzie ludzie biegają w skarpetkach i gapić się godzinami na chmury pode mną. Warto dodać, że leciałam linią Emirates, a to oznacza fantastyczny system rozrywki pokładowej oraz przepiękne i przemiłe stewardessy. Dostałam poduszkę, kocyk i gorący ręcznik. Z tym ostatnim nie bardzo wiedziałam, co mam zrobić, ale inni się tym umyli, więc ja też. Jedzenie też było fantastyczne!

 

IMG_0003.JPG

IMG_0007.JPG

IMG_0005.JPG

 

Na pokładzie znowu dopadły mnie emocje. Czułam że jestem daleko od domu. Tak daleko jak nigdy wcześniej w życiu. Ponad chmurami wstawało właśnie słońce. Annie Lennox zaśpiewała mi w słuchawkach "What can you see on the horizon?", a ja w przypływie emocji odpowiedziałam jej (na głos, a jakże!):

- I see the Light, Annie!

Nad Australią mój organizm zaczął wariować. Nie wiedziałam gdzie jestem, jaki jest dzień i która jest godzina. Wyleciałam z Warszawy o 13, a po 5 godzinach była 22. O 1 w nocy wyleciałam z Dubaju, a po trzech kolejnych wzeszło słońce. Szaleństwo.

 

Lądowanie w Auckland było najlepszym lądowaniem mojego życia. Samolot walnął o asfalt jak nigdy przedtem. Normalnie zaczęłabym się cieszyć już wtedy, ale czekała mnie jeszcze kontrola celna. Jak wspominałam, do tego kraju prędzej wniesiesz naładowanego kałasznikowa niż banana. Serio. Znajomy, który mieszka w Auckland powiedział mi, że osobiście zna kilka przypadków cofnięcia ludzi z granicy. Zatem chyba rozumiecie mój stres? Psy przeszukały moje bagaże, żeby wykryć świeże jedzenie, celnicy zeskanowali mi włosy w poszukiwaniu robaków i sprawdzili podeszwy butów. Miły Pan zapytał czy planuję zostać w Nowej Zelandii (“No co Pan! Kto by chciał tu mieszkać!”), a kiedy pokazałam mu bilet powrotny i pieniążki na pobyt, wpuścił mnie!

 

IMG_0013.JPG

 

Kiedy wyszłam z lotniska, uderzył mnie zapach tropikalnego, słodkiego powietrza. Chwilę później zobaczyłam swój pierwszy wschód słońca w Nowej Zelandii (to ten na zdjęciu powyżej).

 

“No more darkness, no more night

Praise the Lord - I saw the Light!”

 

Byłam wtedy na jet lagu i nie docierało do mnie, że to wszystko prawda. Mimo wszystko poleciały mi łezki wzruszenia. A potem kolejne, gdy jadąc autobusem na horyzoncie zobaczyłam SkyTower, która nawiedzała mnie w snach od lat. Wierzch mojej dłoni był rozdrapany do krwi, bo stale szczypałam się, by sprawdzić, czy śnię. Jeszcze przez kilka najbliższych dni budziłam się spanikowana, że to wszystko to tylko przywidzenie. Każdej nocy miałam sen, że wróciłam do zimowej Polski. To takie dziwne - zazwyczaj zasypiam w Polsce, a Nowa Zelandia to sen. Tym razem było na odwrót. Często budziłam się z krzykiem i pytałam gdzie jestem.

- W Nowej Zelandii, Basiu.

- Na pewno?

- Na pewno.

 

W centrum Auckland byłam o 6 rano. Miasto budziło się do życia. Było niezwykle świeże i piękne. Szklane wieżowce, palmy, czyste ulice. Jakbym trafiła do gry komputerowej! Wciąż byłam w szoku, że jest lato, bo dwa dni wcześniej chodziłam w zimowej kurtce i przytulałam się do kaloryfera (pamiętacie, gdy było - 20 stopni?).

 

Pierwszym celem było SkyTower. Na szczycie wieży po raz kolejny się rozpłakałam ze szczęścia, bo widok był taki:

 

IMG_0031.JPG

 

Tak nieprawdopodobnie piękny, że nie mogłam uwierzyć, że jest prawdziwy. Auckland to jedno z miast, które leżą najdalej od Polski. Gdziekolwiek bym się ruszyła, zaczęłabym się zbliżać do domu. Korzystając z tego, że na wieży było wi-fi czatowałam chwilę z przyjaciółmi i rodziną. U nich była 21, u mnie - 9 rano. Dostałam od nich tak wielkie wsparcie, że nie mogłam opanować emocji. Pisali jak bardzo są ze mnie dumni, udostępniali moje posty na Facebooku. Naprawdę trudno opisać uczucia, jakie mi towarzyszyły tego dnia. Mogłam już tylko usiąść, podziwiać widok i powtarzać sobie: “Tak, Basiu, naprawdę tu jesteś. Zrobiłaś to!”.

 

IMG_0026.JPG

Powyższy uśmiech nie schodził mi z twarzy przez cały miesiąc.

 

IMG_0023.JPG

Wyobraźcie sobie, jak czuje się ktoś z lękiem wysokości (ja) na wysokości 200 metrów na szklanej podłodze.

 

Panoramę miasta podziwiałam także z Góry Eden czyli całkiem ładnego wulkanu. Chciałam jeszcze pozwiedzać, ale zasnęłam na ławce w parku, bo dopadł mnie jet lag. Sen dokończyłam w hostelu z widokiem na SkyTower i wielkiego Mikołaja (wyglądał śmiesznie w tym klimacie). W pokoju spało 16 osób, z czego 8 na dziko ( ;) ).

 

IMG_0015.JPG 

 

IMG_0014.JPG

IMG_0044 b.jpg

 

Tak mniej więcej minęła mi podróż i pierwszy dzień. Jeśli macie jakieś pytania, to śmiało piszcie w komentarzach. Chętnie pomogę tym, którzy sami planują podróż lub ulżę ciekawskim. Za niedługo opowiem Wam, czy to wszystko się opłaciło (choć pewnie już się domyślacie). A w kolejnych notkach zabiorę Was do Hobbitonu, Mordoru i w wiele innych miejsc.

 

Pozdrawiam!

Szczęśliwy Elfik

 


WIEŚCI

W czasie wyjazdu miałam ogranoczony dostęp do Internetu (z czego się bardzo cieszę!), więc nie odpisywałam na maile ani wiadomości. Minie trochę czasu zanim się ze wszytkim pozbieram, dlatego proszę o cierpliwość. Mój umysł i serce wciąż są w Nowej Zelandii, choć ciałem jestem już na Warszawskim Powiślu. Za niedługo zabiorę się za sprawy związane z konkursem z poprzedniej notki. Jeszcze nie oglądałam nadesłanych rysunków i jestem szalenie ciekawa, jak Wam poszło :)

 


ELFIK W INTERNECIE

<ELFIK TV> - czyli moja mała telewizja​ o nauce rysunku​

INSTAGRAM: @barbiemichaels - życie codzienne elfa w świecie ludzi + spojlery do najnowszych rysunków

SNAPCHAT: @barbiemichaels - tutoriale na żywo i życie codzienne elfa

<FACEBOOK> - bądźcie na bierząco z nowymi notkami i filmami

<ELFIK PHOTOGRAPHY> - zdjęcia w klimacie Fashion Fairytale - możecie śmiało je przerysowywać!

 

Skomentuj ten wpis:

Komentarzy: 24 Dodane komentarze:

Joanna

Możesz śmiało pisać książki! Bardzo przyjemnie się czyta. Strasznie mi się spodobało to zdjęcie z plecaczkiem w lesie z napisem I AM GOING ON AN ADVENTURE, oj jak mi się podoba skojarzyło mi się z grafiką Eleny Shumilowej, a gdy patrzyłam na zdjęcie chmur to z samolotu to powiem wam tak: gdy jest pochmurno, brzydko i zimno to pamiętajcie o tym, że wysoko ponad chmurami zawsze świeci słońce:) pozdrawiam. Czekam na więcej opisów i zdjęć bo chyba już wszystko przeczytałam

Iza

Nowa Zelandia musi być niesamowita.... też kiedyś muszę się tam wybrać :). Już dwa razy byłam za granicą ( nawet dużo jak na dwunastolatke) ,bez nikogo kogo znałam ( kolonie) i rozumiem twoje emocje, bo przeżyłam wszystko o czym pisałaś. Też słyszałam wiele takich negatywnych komentarzy, np. Ty sobie tam nie poradzisz! , Pamiętaj już nie będzie odwrotu!, Ty tam nic nie zjesz ( kalmary, ośmiornice...nie dla mnie takie ochyctwa! Ale trochę racji mieli...) itp. Podziwiam to, że się na to odwarzyłaś...bez nikogo ( ja miałam kolonie). Ja nie zdobyła bym się na to :). Czekam na twoje kolejne wpisy, i podróże. Ps. Polecam Grecję, byłam 2 lata temu, tam jest pięknie, i autobusem jedzie się tylko 26 godzin, więc samolotem będzie dużo szybciej :). Te starożytne budowle...dla mnie, miłośniczki filmu, i książki ( książka fajniejsza, aż mi było przykro, gdy się seria skończyła) Percy'ego Jacksona i bogów olimpijskich... było to coś wspaniałego. Greckie uliczki mają swój specyficzny urok i nastrój, te piękne wyspy, złote Piaski Shiatos, i ta gościnność. Polecam :)

KamiLa!

Nowa Zelandia jest piekna i tez moim marzeniem jest tam sie kiedys wybrac ;)

Kaffki

Coś niesamowitego posiadać tyle odwagi aby spełnić swoje marzenie! W jaki sposób poradziłaś sobie z tymi wszystkimi demotywującymi słowami jakie usłyszałaś? Niestety ja słyszę to samo nawet od najlepszych przyjaciół, ale u mnie odbija się to mocno na psychice. Zaczynam wierzyć, że moje pomysły rzeczywiście są bez sensu...

Elfik777

Na szczęście moi rodzice i przyjaciółka to szaleńcy, którzy wierzą w marzenia i ich wsparcie neutralizowało negatywne komentarze :)

Magdalena

W marzenia warto wierzyć je spełniać ;) inspirujący wpis, pozdrawiam

Magda

Na podstawie kilku tych zdjęć można stwierdzić, jak tam pięknie. Gratuluję spełnienia marzeń! Czytając to, co napisałaś, trochę jakby czułam Twoje emocje... Pięknie piszesz, Elfiku! :) Jeszcze nie znalazłam swojego miejsca, o którym śniłabym niezmiernie po nocach, więc teoretycznie nie znam tego uczucia, ale wiem, iż musiała być to przeogromna przygoda. Zobaczenie tych wszystkich widoków na żywo... Ach! ;)

Elfik777

Marzeniem niekoniecznie musi być podróż. To może być wygrana w Must be the Music czy domek z kominkiem i spiżarnią. Trzymam kciuki za wszystkich marzycieli, bo teraz już znam to uczucie, gdy sen się spełnia. Każdemu tego życzę! :)))

tomash

"No co Pan! Kto by chciał tu mieszkać!" - ten fragment mnie rozwalił. To wymagało niezłych zdolności aktorskich, żeby udawać że wcale nie marzysz o tym by przywiązać się do drzewa i zostać tam na zawsze :D :D :D

Elfik777

Haha! Dokładnie! I jeszcze stale powtarzałam sobie w myślach: "Zachowuj się naturalnie, zachowuj się naturalnie. Nic nie przemycasz. Zachowuj się naturalnie...". xD

Marysia

Elfiku, gratuluję spełnienia marzenia :) Przeczytałam Twoją odpowiedź na poprzedni komentarz i mnie olśniło. Nazbierałam ostatnio całkiem sporo kasy (przynajmniej jak na realia siedemnastolatki bez kieszonkowego) i zastanawiałam, się na co by ją wydać. Też mam bzika na punkcie LOTRa, więc gdy się mnie ktoś pyta gdzie bym chciala pojechać, zawsze mówię, że do Nowej Zelandii :) Ale tak naprawdę myślałam o tym jako o bardzo, bardzo dalekiej przyszłości. Dzięki Tobie zdecydowalam, że będę dalej zbierać pieniążki i wydam je na podróż życia! (mam nadzieję, że nie zmienię zdania, chociaż ze względu na Władcę Pierścieni to raczej niemożliwe żebym się rozmyśliła :) ) Bardzo Ci dziękuję! I mam jeszcze pytanko: jak wyglądają chmury od góry? Mam lęk wysokości, ale jednocześnie widoki z tej perspektywy są takie ekscytujące. Nigdy nie leciałam samolotem i zastanawiam się jakie to uczucie :)

Elfik777

Chmury oglądane z góry są przepiękne i za każdym razem inne! Raz są gęste i pokrywają cały krajobraz tak, że czujesz się jakbyś leciała nad morzem piany, a raz układają się warstwami i kazda warstwa jest inna. Leciałam już wiele razy a nadal potrafię kilka godzin gapić się za okno. Inni ludzie nawet nie spoglądają za okno, więc nie wiem, czy tylko mi tak bardzo się to podoba czy to naprawdę jest takie piękne. Czasem jak lecisz nad wysokimi górami to szczyty najwyższych gór wystają ponad! Bardzo fajnie to wygląda :)
W lataniu nieprzyjemny bywa moment startu, bo samolot się przechyla i wygląda jakby miał spaść i do tego zatyka w uszach. Ja akurat to lubię najbardziej - zwłaszcza gdy wylatujesz przy brzydkiej pogodzie, bo pod chmurami jest szarawo i ciemno, a potem nagle przebijasz się ponad chmury i widzisz czyste, błękitnie niebo i śnieżnobiałe obłoczki poniżej. 

Karolllina

Elfiku! Dziękuje Ci za to, że udowodniłaś mi, że każde marzenie jest do spełnienia. Władca Pierścieni i Nowa Zelandia to moja obsesja. Bez przerwy o niej myślę, mówię i tym gadaniem zanudzam rodzinę i znajomych. Moje największe marzenie to podróż do Nowej Zelandii. Jestem o 10 lat młodsza od Ciebie więc mam jeszcze czas, ale już teraz przerażają mnie myśli:,, Skąd wezmę pieniądze", ,,Jak ja się tam dostanę"itp. Dzięki tobie teraz uważam to za bardziej prawdopodobne. Wręcz podziwiam Cię za to, że zdołałaś dokonać tego sama. Podejrzewam co czułaś kiedy się tam dostałaś. Ja bym bez przerwy skakała z radości, a inni by myśleli, że mam coś z głową. W każdym razie z całego serca gratuluje podróży i liczę, że masz więcej marzeń, bo czym by było życie bez nich. Pozdrawiam

Elfik777

Nie tylko skakałam z radości - bez przerwy śpiewałam, tańczyłam na ulicy i przedwszystkim płakałam ze wzruszenia i radości. W Hobbitonie wpadłam w nieopisaną histerię, a przewodniczka powiedziała, że średnio trzy osoby dziennie tak reagują :). Ja też zamęczałam wszystkich wokół swoją obsesją na punkcie Władcy Pierścieni. 

Kiedy byłam w Twoim wieku nawet nie przypuszczałam, że kiedyś uda mi się spełnić moje największe marzenie. A dziś żyję z myślą, że wszystko jest możliwe. Jestem pewna, że jeżeli będziesz bardzo chciała, to Ci się uda. Wiem, co mówię :). Na początku sądziłam, że się nie uda, bo nikt nie chciał ze mną jechać (tzn. chciał każdy ale nikt nie miał czasu ani pieniędzy). A teraz jestem z siebie szalenie dumna i cieszę się, że zrpbiłam to sama bo dzieki temu przezywałam to wszystko całą sobą i zamiast rozmawiać z kimś w samolocie mogłam spoglądać na chmury i dokładnie śledziś swoje emocje. To było cudowne! Jeżeli się zastanawiasz czy warto zainwestować czas i pieniądze w taką wyprawę to mówię Ci, że warto. Zwłaszcza jeśli jesteś fanką Władcy Pierścieni.

Pieniążki możesz zacząć odkładac już teraz (i uwierz mi, że spacerowanie po pagórkach Hobbitomnu jest warte nie kupowania sobie nowych ubrań przez dwa lata). I koniecznie poświęć więcej czasu na naukę angielskiego, bo to międzynarodowy język oraz język urzędowy w Nowej Zelandii. Jeżeli uda Ci się uzbierać pieniądze to zawsze możesz sobie zapisać mój adres mailowy i ze wszystkim pomogę, bo już wszystko przerabiałam. Tak - to potrwa kilka lat, ale kiedy się na coś długo czeka, to bardziej nas cieszy :). 

ps. Tak, mam kolejne marzenia - wrócić do Nowej Zelandii za rok, bo wiem, że to moje miejsce :). 

 

Ruda

Ruda, Mama i Tata muszą być super :D

Elfik777

O tak! :D Najlepsi na świecie!!! :D

Kasia

O boże, ale musiałaś mieć fajnie!... Moje podróże zawsze były związane z wakacjami, a zawsze chciałam tak "nagle" polecieć gdzieś bardzoo daleko... W taką podróż jak twoja. Wyobrażam sobie jaka jesteś szczęśliwa :) widoczki przepiękne, jestem ciekawa pozostałych :P

Elfik777

Moja podróż może nie była nagła i niespodziewana, ale i tak przezywałam ją (i nadal przezywam) całą sobą. Każdemu życzę takiej przygody! :) 

marta

Cudownie! Cieszę się, że spełniłaś swoje marzenie i opisujesz swoje przeżycia, czytam to z tak samo wielkim uśmiechem na buzi jaki masz na zdjęciu :D Oczywiście zazdroszczę! Ale to taka 'zdrowa' zazdrość, która może popchnie mnie do realizowania swoich marzeń ;) Pozdrawiam!

Elfik777

Mam nadzieję, że moje wpisy zainspirują innych do walki o swoje marzenia. Wiem, że to brzmi dziecinnie, ale chciałabym, żeby każdy mógł poczuć to, co ja czułam. I gdyby komus sie zamarzyła Nowa Zelandia tp chetnie pomogę zorganizowac podróż tak jak wiele osób pomogło mi :)

Blueberry

Elfiku, cieszę się Twoim szczęściem :). Naprawdę, poprawia mi się humor widząc ludzi spelniającyh marzenia, mam nadzieje że mi też się uda, chodź tak naprawdę nie wiem, co chcialabym zrobić..

Elfik777

Kiedyś się dowiesz co jest Twoim marzeniem i je spełnisz. Jetsem pewna! :)

Mikolaj

Jak patrzyłem na twoje zdjęcia z nowej Zelandii, to aż płonołęm z zazdrości :D

Elfik777

No to może masz teraz cel w życiu! Pisz bloga, rysuj, poznawaj ludzi i może kiedyś też Cię tam przywieje :)