Testowanie techniki suchego pędzla
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Zawsze gdy biorę się za nową technikę, staram się przetestować ją możliwie jak najlepiej, nim wykonam obrazki do notek. Tym razem zainteresowałam się tzn. techniką suchego pędzla, z którą zetknęłam się po raz pierwszy dzięki moim czytelnikom. Dawno temu ktoś podesłał mi link do , na którym artysta wykonuje niezwykły, delikatny portret przy pomocy pędzla. Po przeprowadzeniu małego dochodzenia okazało się, że obraz wykonywany jest przy pomocy… farby olejnej. W pierwszej chwili pomyślałam, że to niemożliwe ale moja dusza odkrywcy sprawiła, że musiałam się przekonać sama. Poniżej poczytacie o tym, jak testowałam tą metodę, jakie wybrałam akcesoria oraz jak wykonałam nią portret.

Testy

Zaczęłam od sprawdzenia, czym dokładnie jest tajemnicza „dry brush technique” czyli technika suchego pędzla. Dowiedziałam się, że polega ona na nakładaniu farby olejnej na papier przy pomocy lekko zanurzonego w niej pędzla, który został dokładnie wytarty. Najlepszy efekt dało oczyszczenie pędzla na papierowym ręczniku pod różnymi kątami. Szalenie ważne okazało się wytarcie go także w środku, pomiędzy włoskami, ponieważ zebrana tam farba może zabrudzić delikatny obrazek. Całkiem nieźle sprawiło się także wcieranie pędzla w papier. Z zaschniętej warstwy także dało się zbierać pigment, który później można wykorzystać w rysunku. Koliste ruchy najlepiej wycierały farbę z pędzla ale niestety niszczyły go, dlatego do tej metody używałam tylko tańszego pędzla o bardzo sztywnym, plastikowym włosiu. Bez względu na to, który sposób się wybierze, warto sprawdzić na osobnej kartce, czy pędzel na pewno został dobrze wytarty.

Uzyskanie bardzo delikatnego efektu przy użyciu farby okazało się całkiem łatwe. Niestety trudniejsze było namalowanie czegoś tak, by nie wyglądało na brudne. Pierwsze wykonane w ten sposób rysunki prezentowały się okropnie. Z czasem każdy kolejny szkic wyglądał coraz lepiej, więc wnioskuję, że idealne ruchy pędzla da się przyswoić poprzez ćwiczenia.

Pierwsze próby wcierania farby w papier.

Testowanie grubszej warstwy farby. Efekt okazał się na tyle interesujący, że z pewnością postaram się go wykorzystać w kolejnym obrazku.

Dowód na to, że gumka do mazania z łatwością usuwa farbę.

Wycieranie pędzla o kartkę.

Akcesoria

Pierwszą rzeczą, którą kupiłam, była farba olejna. Kosztowała ok 4 zł. Jak dotąd wypróbowałam tylko jeden rodzaj, dlatego nie jestem w stanie wskazać, czy jakaś inna może być lepsza. Później sprawiłam sobie pędzle. Jeden średniej wielkości, zaokrąglony i dwa mniejsze – płasko ścięty oraz tzn. „koci język”. Wszystkie są wykonane ze sztywnego i średnio sztywnego włosia, bo – jak zdążyłam się przekonać – miękkie nie poradziłoby sobie z roztarciem gęstej farby. Duży pędzel o sztywnym włosiu dodatkowo przycięłam, by lepiej rozprowadzał pigment. Muszę przyznać, że po raz kolejny przekonałam się, że droższe pędzle okazały się dużo lepsze od tańszych zamienników. Portrety w tej technice najlepiej tworzyć na większych formatach, dlatego warto zaopatrzyć się także w wielkie pędzle. Wieść gminna niesie, że pędzle do nakładania farby do włosów się do tego nadają. Sprawdzę przy najbliższej okazji. Farba olejna nakładana tą techniką daje się z łatwością wymazać gumką do mazania. Najlepsza okazała się chlebowa (ja mam taką firmy KOH-I-NOOR za 1,50 zł) ale zauważyłam, że tanie, różowe „coś” też sobie poradziło. Jeśli chodzi o papier, uznani artyści polecają grubszy, lekko fakturowany. Ja przetestowałam kartki do akwareli oraz zwykły blok techniczny. Nadały się oba.

Pędzel „koci język”.

Pędzel z Empiku z plastikowym włosiem (koszt ok. 14 zł) przed i po przycięciu.

Powyżej porównanie papieru do akwareli i technicznego.

Krok po kroku: Jaimie Lannister (technika suchego pędzla)

Już dawno miałam ochotę narysować Jaimiego Lannistera, a ostatnio nadarzyła się ku temu znakomita okazja: producenci serialu „Gra o Tron” opublikowali promujących czwarty sezon. Każdy z nich jest idealny, by stworzyć na jego podstawie rysunek – mają w sobie ładunek emocji, przesadnie wyeksponowane kształty twarzy i interesujące rozmycia. Jeżeli sami skusicie się na narysowanie któregoś z nich, możecie śmiało wrzucać je na tablicę .

Przed rozpoczęciem pracy przygotowałam sobie stanowisko pracy i założyłam stare ubranie. Uznałam, że ten portret będzie znakomitą okazją do malowania na stojąco, więc przykleiłam papier w formacie a3 do drzwi na odpowiedniej wysokości. Jeżeli macie w domu powierzchnię, którą boicie się zabrudzić, polecam najpierw przykleić do niej większy kawałek papieru i dopiero na nim umocować właściwy. Powiem Wam jednak, że farba olejna dość gładko schodzi z drzwi :).

Jak wspominałam, do techniki suchego pędzla warto wybrać większy format. Rysowanie na stojąco ma tą zaletę, że proporcje są łatwiejsze do odwzorowania, ponieważ można często odchodzić od kartki i oglądać obrazek w całości.

Zauważyłam, że na filmikach artyści zaczynają cieniowanie od ciemnych miejsc. Ma to swoje plusy – dzięki temu marnuje się mniej farby. Ja jednak zaczęłam cieniowanie od najjaśniejszych tonów, ponieważ wciąż podchodzę do tej techniki z pewną nieśmiałością. Kluczem do uzyskania prawie perfekcyjnej gładkości było bardzo dokładne przygotowanie pędzla – delikatne zanurzenie go w farbie, staranne wytarcie w papierowy ręcznik i sprawdzenie efektu na osobnej kartce.

Pierwsze warstwy były prawie niewidoczne a zbudowanie właściwych odcieni wymagało czasu. Malowałam powoli i starałam się nie wykonywać pędzlem gwałtownych zakrętów, ponieważ zauważyłam wcześniej, że powodują one niekontrolowane uwalnianie się zbyt dużej ilości pigmentu z pędzla, co nie wygląda zbyt dobrze.

Początkowo obrazek wyglądał na brudny i niewyraźny. Jeszcze nie nauczyłam się panować nad pędzlem ale zauważyłam, że pod koniec pracy nad tym projektem czułam się już pewnie. Kluczem do sukcesu okazało się . Dokończona wyglądała o niebo lepiej niż na początku.

Budowanie ciemniejszych odcieni skóry odbywało się poprzez nakładanie kolejnych warstw. Uważnie obserwowałam, jak układa się światłocień na zdjęciu bazowym i starałam się w nim… zakochać. W światłocieniu, nie – Jaimiem :). Sądzę, że fascynacja tematem rysunku pozytywnie przekłada się na jego jakość. Poczytacie o tym .

Cienie bardziej szczegółowe uzupełniałam małym, płaskim pędzlem oraz kocim językiem. Ciemne odcienie uzyskałam w różny sposób. Wyraźne detale (jak brwi, rzęsy) wykonałam słabiej wytartym pędzlem, dzięki czemu były one bardziej chropowate i odznaczały się na tle gładkiej skóry. Miejsca bardziej rozmyte (jak cienie wokół oczu) uzupełniłam poprzez dłuższe cieniowanie ich dokładnie wytartym pędzlem. To wszystko wymagało ode mnie sporo ćwiczeń, bo musiałam nauczyć się, jak wycierać pędzle i jak nakładać farbę. Dość trudno ten proces opisać (choć może uda mi się w kolejnej notce na ten temat), dlatego polecam poćwiczyć.

Jaśniutkie fragmenty wymazałam gumkami do mazania. Bardzo poprawiło to jakość rysunku, który nagle nabrał życia i blasku. Twardą, tanią gumkę obcięłam nożyczkami, by uzyskać ostrą, precyzyjną końcówkę. Plamy światła zrobiłam trochę spontanicznie, bo te na zdjęciu wydały mi się zbyt blade. Uznałam, że obrazek powinien wyglądać raczej tajemniczo i dostojnie a nie fotorealistycznie.

Zdecydowałam się także na dodanie delikatnego zarostu i mocniejsze podkreślenie światłocienia, który na zdjęciu eksponuje interesujące, bardzo męskie rysy twarzy Jaimiego. Ostatnie chwile pracy nad rysunkiem to głównie przyciemnianie różnych miejsc, by całośc była miła dla oka.

Czego dowiedziałam się w trakcie pracy nad tym projektem?

– Pośpiech nie jest wskazany w technice suchego pędzla. Filmiki typu „speed drawing” dają iluzję, że prace powstają bardzo szybko, tymczasem stworzenie portretu to kwestia kilku godzin! Polecam odpuszczenie sobie oglądania ich tuż przed pracą. Całkiem pomocne może okazać się także słuchanie łagodnej, uspokajającej muzyki i napar z ziółek ;).

– Najlepiej tworzyć na formacie większym niż a4, ponieważ takie prezentują się najlepiej w tej technice. Prace na dużych formatach wygodniej tworzyć na strojąco, ponieważ można wtedy lepiej ogarnąć proporcje.

– Kluczem do idealnej gładkości jest staranne wycieranie pędzla, także pomiędzy włoskami, zaś do uniknięcia efektu brudu – unikanie gwałtownych skrętów pędzla. Obie rzeczy można wyćwiczyć.

– To zabrzmi bardzo banalnie ale nie należy się poddawać! To naturalne, że z początku prace wyglądają fatalnie – są brudne, za bardzo rozmyte, pełne plam. Dopiero z czasem ręka uczy się, które ruchy pędzla są właściwe, a które nie.

– Poprawnie stosowana technika suchego pędzla nie brudzi wszystkiego wokół (jak np. węgiel czy pastele suche) ale warto co jakiś czas kontrolnie wyszorować ręce, by uniknąć plamek-niespodzianek.

Co sądzicie o tej technice? Jeśli macie jakieś sugestie, lub znacie ciekawe artykuły/filmiki na ten temat, śmiało piszcie w komentarzach. Na pewno sie przydadzą, bo – jak widać – ja dopiero zaczynam się czegoś dowiadywać na ten temat.

Nawiasem mówiąc

Jak zauważyliście, przez kilka dni notki nie pojawiały się zgodnie z planem. Dostałam sporo maili i wiadomości, z pytaniem, czy nie umarłam :). Otóż nie umarłam. Po prostu potrzebowałam małej przerwy od bloga. W tym czasie nabrałam sił i ochoty na pisanie nowych notek. Jeśli nie chcecie przegapić nowych tekstów, polubcie .