Anatomia: kredki akwarelowe + akwarele CZ.I
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Jeden z czytelników bloga zapytał mnie o to, czy potrafiłabym uzyskać taki efekt jak na rysunkach bez wspomagania się Copic Markerami, które są dosyć drogie (8-15 zł za jeden pisaczek…). Zadanie dość trudne ale nie niemożliwe. Po namyśle stwierdziłam: challenge accepted 🙂 Ostatnio brakowało mi wyzwań.

MATERIAŁY

Pracowałam na papierze do akwareli firmy KOH-I-NOOR, format a4, gramatura 250g/m2. To wystarczająco dużo, by kartka brzydko się nie mięła pod wpływem wody. Papier ma lekką fakturę, która nadaje obrazkom głębi.

Akwarele, których używam, są firmy Reeves. Zestaw zawiera 24 kolory a każdy z nich znajduje się w tubce po 12 ml. Przyznaję, że nie pamiętam ile dokładnie za nie zapłaciłam ale były to jedne z najtańszych farb w sklepie. Mam je już kilka lat ale używam bardzo rzadko (zazwyczaj ołówki wygrywają z kolorem). Mimo to nie zaschły! Tubka wygląda tak:

Do tego mam pędzle formy Kozłowski. Na razie posiadam tylko dwa rozmiary (bardzo cieniutki do szczegółów i wiekszy do tła) ale planuję rozszerzenie zestawu. Moje pędzle są zrobione z prawdziwego, zwierzęcego włosia. To ważne, ponieważ zwykłe, plastikowe pedzęlki (tzn. ‘szkolne’) zupełnie się nie nadają. Nie wchłaniają farby wystarczająco dobrze i zaswyczaj są źle przycięte.

Dodatkowo używam palety zrobionej z plastikowego wieczka (swoją profesjonalną paletę zostawiłam w domu ale ta także się nadaje).

Kolejny produkt to kredki akwarelowe firmy KOH-I-NOOR, które są gwiazdą tej notki. Mój zestaw ma 24 kolory (na zdjęciu drugi komplet, 12 kolorów). Oprócz najbardziej oczywistych barw, w pudełku znalazłam także piękne, nasycone fiolety (trzy odcienie!), jasnoszarą kredkę, której używałam chyba najczęściej oraz niebywale praktyczną ochrę żółtą, która zastępowała kolor złoty i przydała się do malowania skóry.

Kredki przechowuję w pięknej, drewnianej skrzynce (po winie) i za każdym razem, gdy ją otwieram, robi mi się bardzo przyjemnie. Na dobre kredki zazwyczaj trzeba trochę wydać, jednak mnogość ich zastosowań (które w tutorialu nieco opiszę) sprawia, że jest to wydatek zdecydowanie uzasadniony. To co chcecie pod choinkę? 🙂

ps. W pudełku po lewej stronie widać także inne, bardzo ciekawe kredki, które opiszę nastepnym razem. 🙂

Pomocny okazał się także blender do kredek (KOH-I-NOOR), który ładnie wygładzał chropowatą powierzchnię jaką tworzyła kartka papieru do akwareli. Początkowo myślałam, że można go zastąpić białą kredką. Po bliższym przyjrzeniu się zobaczyłam jednak, że rdzeń ma zupełnie inną strukturę. Jest bardziej chropowaty i nie do końca biały. Na czystej kartce nie zostawia śladu. Fajna rzecz.

Do jasnych szczegółów używałam białego żelopisu. Nieco więcej na jego temat poczytacie w .

Dodatkowo blisko rysunku trzymałam osobną kartkę, by móc sprawdzać jak wygląda rozmieszany przeze mnie kolor.

Dobrze jest przykryć stół gazetami i zdjąć obrus (to dla tych, którzy nie mają biurka jak ja). Warto mieć pod ręką także papierowe ręczniki. Przydadzą się do zbierania nadmiaru farby czy wody oraz do szybkiego wytarcia stołu w razie nieplanowanej katastrofy.

KROK PO KROKU

Tworzenie zaczęłam od obejrzenia zasobów Internetu w poszukiwaniu odpowiedniego zdjęcia. Padło na to:

dany

Fotografia przedstawia aktorkę Emilię Clarke w roli księżniczki Daenerys Targaryen, którą los połączył z wodzem dzikiego plemienia. Zdecydowanie nie jest to moja ulubiona postać z serialu „Gra o Tron” (rządzą Tyrion i Asha Greyjoy) ale bardzo podobają mi się jej księżycowe włosy oraz piękna suknia, którą nosi na zdjęciu (marzę o takiej!). Warto dodać, że Dany została sportretowana także przez Davida, którego dziś naśladuję.

Nim przystąpiłam do malowania tła farbami, zwilżyłam papier mokrym pędzlem (na razie tylko miejsce, nad którym będę pracować). Ten zabieg przygotowuje kartkę do wchłaniania akwareli i pozwala mu lepiej się ułożyć podczas malowania. Następnie zostawiłam do pełnego wyschnięcia. Widziałam także tutoriale, w których pokazywano w jaki sposób papierowa taśmą przytwierdzić kartkę do twardego podłoża. Miało to na celu zapobiegnięcie falowaniu papieru. U mnie nic takiego się nie stało, mimo że malowałam na papierze nie przyklejonym. Kartka zwinęła się jedynie w nieznacznym stopniu, ale udało się ją przywrócić do dobrego stanu poprzez przytrzaśnięciu jej książkami (oczywiście gdy była już sucha!). Jeśli ktoś jest zainteresowany profesjonalnym podejściem do tematu zapraszam .

Po przygotowaniu papieru zajęłam się rozplanowaniem przestrzeni na kartce. Wybrałam nietypowy kadr, cos pomiędzy portretem a popiersiem. Twarz wciąż jest szczegółowa jednak oprócz głowy na kartce zmieściłam także trochę ubrania (konkretnie sukni w pięknym, turkusowym kolorze). Według mnie taki kadr sprawia, że postacie wyglądają na bardziej postawne, dumne.

Szkic wykonałam tym razem nie ołówkiem a jasnoszarą kredką akwarelową. Wszelkie błędy czy linie pomocnicze udało się łatwo wymazać. Podczas malowania kreski nieco się rozmyją i staną niewidoczne. Zrezygnowałam z zaznaczania granic cieni (zazwyczaj tak robię podczas rysowania ołówkami)). Będę je uzupełniać w późniejszych etapach farbami i kredkami na bieżąco.

Rysowanie zaczęłam od pobieżnego nakreślenia, co ma się gdzie znajdować. Spontaniczne, szybkie kreski stopniowo uzupełniałam, starając się zachować proporcje postaci. Tym razem nie zamierzam bawić się w fotograficzne odwzorowanie zdjęcia, jak to zwykłam robić przy portretach wykonanych ołówkiem. Tym razem chodzi mi bardziej o uchwycenie pozytywnej kolorystyki oraz sylwetki dzielnej księżniczki. Zrezygnowałam z naturalistycznego podkreślania niedoskonałości skóry. Gotowy szkic (którego stworzenie zajęło mi nieporównywalnie mniej czasu od szkicu do rysunków fotorealistycznych) wygląda tak:

Przed samym kolorowaniem tła znów zwilżyłam papier. Tym razem tylko w miejscu, nad którym zamierzałam pracować.

Mimo, że tło składa się z różnych odcieni zielonego, na paletę (plastikowe wieczko) wycisnęłam także odrobinę szarości i błękitów. Nie lubię używać kolorów prosto z tubki. Zmieszane wyglądają zdecydowanie bardziej naturalnie.

Pozwoliłam kolorom dowolnie rozpływać się po wilgotnym papierze. Dzięki temu utworzyły się ciekawe, nieregularne wzory, które co jakiś czas uzupełniałam nowymi kolorami (m.in żółtym i różowym). Miejsca, w których nałożyło się zbyt dużo barwnika, zwilżałam czystym pędzlem a nadmiar koloru zbierałam chłonnym, papierowym ręcznikiem.

Mówi się, że jasne kolory w akwarelach nie pokryją ciemnych. Mnie udało się nierozcieńczoną bielą zgrabnie pokryć ciemniejsze miejsca. Wystarczyło kilka warstw i już można było dodać kilka plamek światła.

Przed malowaniem kolejnej części wymieniłam wodę w słoiku.

Twarz jest dosyć trudna ponieważ należy uzyskać dużą, gładka powierzchnię. A akwarele lubię zasycha w sposób niekontrolowany, tworząc brzydkie, ‘wodne’ plamy. Ja radzę sobie z tym malując cała twarz jednocześnie. Staram się nie dopuścić do wyschnięcia.

Tak jak poprzednio zaczęłam od zwilżenia kartki czystym pędzlem.

W swojej palecie kolorów mam odcień skóry ale użycie go byłoby pójściem na łatwiznę. Mieszam więc go z odrobina brązu, bieli i różu, by uzyskać taki odcień skóry jaki ma Daenerys.

Cienie na twarzy maluję praktycznie bez linii pomocniczych, ponieważ te, które miałam, zdążyły sie już rozpłynąć pod wpływem wody. I dobrze! Poćwiczę malowanie typu ‘freehand’.

Zdecydowanie nie przejmuję się tym, że wszystko nie wygląda idealnie. To dopiero baza, którą zamierzam (po wyschnięciu!) pokryć kredkami.

Podczas malowania sukni nie zwilżyłam kartki. Malowałam bezpośrednio na suchym papierze. Kolory nie rozpływały się, co pozwoliło na uzyskanie struktury drapowanego materiału.

Włosy Dany są tak jasne, że zastanawiałam się czy w ogóle jest sens robienia dla nich podkładu. W ostateczności zdecydowałam się na użycie bardzo (bardzo!) rozwodnionej mieszanki szarości i żółtego (nie kanarkowego tylko bananowego).