ART JOURNAL – wszystkie moje strony
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Ostatnio na opublikowałam o moim nowym Art Journal. Tym razem tworzę coś wyjątkowego, ponieważ zdecydowałam się poświęcić starą książkę. Ten wybór okazał się strzałem w 10, bo na pożółkłych kartkach zaczyna się powoli tworzyć małe dzieło sztuki. W tym wpisie pokażę zarówno stare jak i nowe strony. Oprócz tego opowiem, jak je wykonałam. Jeżeli chcecie się dowiedzieć więcej, koniecznie zajrzyjcie do wspomnianego filmiku lub pierwszej , w której wymieniam potrzebne akcesoria.

Zacznijmy od okładki. Na pewno pamiętacie z filmu, że była ciemnoczerwona i niezbyt ciekawa. Na razie postanowiłam spontanicznie zamalować ją farbami akrylowymi (moje są marki Amsterdam) i “ozdobić” lakierami do paznokci, ale efekt mi się nie podoba, więc na pewno coś jeszcze z nią potem zrobię. W trakcie pracy z farbami pewnie jeszcze nie raz mi się zabrudzi.

Za to jestem bardzo zadowolona z tego, jak wygląda moja strona tytułowa! Muszę jeszcze uzupełnić czymś lewą część, ale prawa jest słodka. Zaczęłam od pokrycia jej warstwą medium żelowego, a potem pomalowałam farbą akrylową w kolorze ochry żółtej (potocznie zwanym “sraczkowatym”). Ten odcień idealnie zgrywa się z błękitną taśmą w kropki do pakowania prezentów, którą przykleiłam medium żelowym. Zanim zaschnęła trzymałam ją spinaczami. Później używając medium żelowego jako kleju przykleiłam wycięte wcześniej kawałki strony z książki (pamiętałam o tym, że będzie ciekawiej, jeśli wytnę je pod kątem). Ołówkiem naszkicowałam sobie napis, a potem poprawiłam go markerem (nawiasem mówiąc to nie najlepsze narzędzie do kaligrafii) i pisakami (to już lepsze narzędzie do kaligrafii, bo ma pędzel). Kolejnym krokiem było pocieniowanie całości tymi samymi pisakami. Zrobiłam nimi ślady kawy i cieniowanie. Ostatnim krokiem było dodanie szczegółów białym żelopisem Sakura i złotym Pentel.

Pewnie pamiętacie z , jak wyglądały poprzednio poniższe strony. Myślę, że dodanie akcentów z niebieskiej taśmy znacznie je ożywiło. Taśmę musiałam dodać także na środku, ponieważ gdy była tylko na lewej krawędzi, za bardzo przyciągała wzrok. Żeby pasowała do reszty książki, pomazałam ją trochę brązowym pisakiem. Uważam, że takie niedbałe i brudne akcenty wyglądają fajnie, bo dziennik wydaje się stary. I bardziej pasuje do mojego charakteru. Aha a ten uroczy zielony spinacz w kształcie stópki jest z Empiku. Zestaw kosztował chyba 10 zł.

Jestem bardzo zadowolona z tego, jak wyglądają kolejne strony. Choć kolory nie należą do moich ulubionych, całość przypomina starą księgę czarów. Uroku dodaje ręcznie malowany smok, prawdziwy sznurek i prawdziwe ślady po kubku z kawą. Jeden ze śladów wyszedł mi trochę podobny do księżyca, dlatego zgrabnie namalowałam na nim logo karczmy pod Zielonym Smokiem. Za każdym razem gdy patrzę na ten wpis, przypominam sobie smak zimnego Ale, po długim dniu .

Wykonanie poniższych stron jest podobne do poprzednich, ale wspomnę, dlaczego wyglądają ciekawie. Po pierwsze chodzi o to, że literki w przyklejonej maszynie do pisania idą pod innym kątem niż te w tle. Po drugie, czcionka, jaką napisałam cytat, jest przerywana i wygląda, jakbym faktycznie wbiła ją na maszynie. Trzecim elementem jest papier do decoupage ze wzorem w listy, który przykleiłam na prawej stronie. Niestety ten papier jest dość drogi (cztery złote za serwetkę), więc aktualnie staram się rysować tła sama. Szukam też pieczątki w kształcie odręcznego pisma. Jeśli ktoś gdzieś widział, proszę o link.

O poniższych stronach mówiłam już sporo w filmie, ale chyba zapomniałam wspomnieć, jak udało mi się uzyskać fakturę w tle na prawej stronie. Otóż nałożyłam tam bardzo niedbale medium żelowe (tak żeby część kartki się nie przykryła). Kiedy wszystko wyschło, pomalowałam kartkę pisakiem i co kilka sekund rozcierałam chusteczką. Miejsca niezabezpieczone żelem pokryły się ciemniej.

Nie wiem, czy ktoś to zauważył, ale na poniższych stronach dodałam kolejny napis. Za każdym razem, gdy na nie spoglądałam, wydawało mi się, że brakuje jakiegoś mocnego akcentu z lewej, więc dopisałam duży cytat („Life imitates Art”). Pamiętajcie, że wszystko wygląda bardziej artystycznie, kiedy jesteście spontaniczni i podążacie za swoją intuicją. Jeśli wydaje Wam się, że gdzieś brakuje krzykliwej plamy, śmiało chluśnijcie tam farbą. Nie bójcie się, że coś na siebie nachodzi albo, że jest krzywo. Na tym polega sztuka!

W kwestii strony z różami i kolejnej z drogą nie mam nic do dodania. Na wszystko jest :).

Ta strona kompletnie mi się nie podoba. Brakuje na niej czegoś wyrazistego. Jest mdło i płasko. Pewnego dnia coś się tu zadzieje, ale na razie zaczekam. Szkoda, że się nie udała, bo lubię motyw łapacza snów i hasło “Sleep less Dream more”.

Ehh, Panama. Choć na stronie brakuje jakiegoś wyrazistego koloru (moim zdaniem pasowała by magenta), bardzo lubię ten projekt. Jest tu wklejony mój prawdziwy bilet z Kanału Panamskiego (o tej podróży poczytacie ). Początkowo zdawało się, że ta strona będzie porażką, ale po dodaniu liści palmowych i wielu akcentów złotym żelopisem, chyba udało mi się ten projekt uratować. Zarys globu z lewej strony wycięłam z resztek papieru ryżowego.

Stronę z makami lubię pomimo tego, że napis wyszedł mi krzywo. Pisanie go markerem z okrągłą końcówką było błędem. Czcionka jest nieczytelna i „pijana”. Popełniłam jeszcze jeden błąd… W pewnym momencie zauważyłam, że brakuje mi akcentu kolorystycznego na prawej stronie, więc śmiało chlapnęłam tam czerwonym lakierem do paznokci… zapominając o tym, że czerwone plamki kojarzą się z krwią :D. Także ten. Mimo wszystko maki to wdzięczny temat na Art Journal. A lakier do fajne narzędzie pracy artysty. Zazwyczaj.

I znów strona związana z „Władcą Pierścieni”… Prawa część to strona ze starego Art Journal. Zależało mi na tym, by lewa część nie odciągała od niej uwagi, dlatego po prostu zapełniłam ją przepisanym fragmentem z książki. Bardzo lubię pisać ręcznie! I ciekawe jest to, że nie sprawdzałam wcześniej, czy na stronie zmieści się jakiś logiczny fragment tekstu, a tymczasem udało mi się idealnie wpasować!

Kawa i książki… kolejny szalenie wdzięczny temat! Ten wzór jest mocno wzorowany na , który koniecznie polecam Wam obejrzeć (kiedy już obejrzycie, dajcie znać, czy chcecie bym miała na kanale serię, gdzie pokazuję jak tworzę pojedyncze strony z Art Journal). Szczególnie podobają mi się ślady farby na brzegach, które uzyskałam prawie suchym pędzlem.

“Summer Wine” to jedna z moich ulubionych nie-metalowych piosenek. Chciałam, żeby ta strona kojarzyła się z lekkim, letnim dniem spędzonym w winnicy. Wybrałam żółte tło, ale nie chciałam, by było zbyt podobne do tego z makowych stron. Zdecydowałam się więc połączyć je z bardzo rozbielonym zielonym. Bałam się tak odważnych kolorów, ale myślę że ostatecznie dobrze to współgra z czerwienią wina i fioletowymi winogronami. Dorysowałam też ręcznie coś co miało imitować pieczątki, podobne do tych na korkach wina. Z każdą kolejną stroną mam coraz większą ochotę na przepuszczenie pieniędzy na jakąś kolekcję pieczątek.

Tych błękitnych stron nie uważam za udane, ale są dla mnie ważne. Minęło już prawie pół roku od mojej , a ja wciąż tęsknię za Nową Zelandią. Słucham soundtracku z “Władcy Pierścieni” i przypominam sobie tą wielką przestrzeń, uczucie wolności, spokój. Jest wiele krajów, które chciałabym odwiedzić (ostatnio chodzi mi po głowie Nepal i „zachciało” mi się wejść na Kilimandżaro), ale mam dziką ochotę chrzanić wszystko i wracać do NZ. Tam jest moje miejsce.

Na tej stronie wkleiłam zdjęcie z jakiejś ulotki. Żeby za bardzo się nie wyróżniało, pomalowałam je lekko błękitną farbą. Jeszcze muszę popracować nad tym projektem, ale na razie brak mi pomysłów. Przy okazji tej strony warto zaznaczyć, że Art Journal to idealny zbiór pamiątek, które są niby bezwartościowe, ale wiele znaczą (np. bilety autobusowe, rachunki ze sklepu). Zamiast trzymać je luzem (i czekać aż się zgubią), warto je zarchiwizować w Art Journal 🙂

I to już wszystko.

Dajcie znać, która strona podoba Wam się najbardziej i czy chcecie, bym pokazała na filmie, jak się robi Art Journal. Jeśli prowadzicie swoje dzienniki, możecie dzielić się linkami do zdjęć w komentarzach. Mile widziane jest także wklejanie inspirujących cytatów (nie tylko o sztuce).

ps. Koniecznie dajcie też znać, o czym chcielibyście obejrzeć film (i poczytać notkę).