Derwent Graphitone 4B – „Madness, madness…”
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Odświeżam nieco dział produkty, który został przeze mnie zaniedbany ostatnim czasem. Wpisy z tej kategorii nie są recenzjami tylko miejscem, w którym buduję historię wokół konkretnych akcesoriów.

Bohaterem dzisiejszej notki jest ołówek akwarelowy Derwent Graphitone 4B, którego używam do wykonania całego rysunku po raz pierwszy. Wcześniej wspomagał on kredki i cienkopisy w obrazku „Ocean Wave Sunset” (tutorial ). Ołówek kupiłam spontanicznie podczas wizyty w sklepie plastycznym, do którego przyszłam po coś zupełnie innego.

Zaletą ołówków akwarelowych jest mnogość efektów, jakie można za ich pomocą uzyskać. Używane na sucho dadzą wyraziste kreski, na mokro – delikatne, akwarelkowe plamy. Można poeksperymentować i rozpocząć pracę nimi np. od rozwodnionego ołówka a potem dodać wyraziste kreski na sucho. Całkiem fajny efekt da także kreska namalowana ołówkiem zanurzonym na chwilkę w wodzie.

Ten konkretny ołówek akwarelowy zaskoczył mnie tym, że… ciężko go wymazać. Rysunek, który dziś pokażę będzie nieco bardziej wyrazisty od moich fotoreali, więc ta cecha ołówka nie jest wadą. Sądzę jednak, że w kolejnych pracach może sprawić to pewien problem… Graphitone ma także interesującą zaletę – mimo, że jest dość miękki (4B) nie rozmazuje się samoistnie np. po przypadkowym przejechaniu po nim dłonią. Sprawia to, że rysunek wygląda czysto. Jak wspominałam wyżej, ołówek ten był zakupem spontanicznym. Nie kupiłam go ze względu na firmę czy cenę. Po prostu poprosiłam sprzedawczynię o ołówek akwarelowy. Do wyboru było kilka twardości. Ja niestety wybrałam 4B, które okazało się nieco za blade. Uzyskanie „szalonej”, głębokiej czerni wymagało sporego zaangażowania i siły. Musiałam wielokrotnie poprawiać powierzchnię.

Wszystkie wymienione cechy ołówka lepiej uwidocznią się w tutorialu. Dziś obracam się wokół tematyki szaleństwa. Inspiracją były oczy Serja Tankiana, którego wybrałam do portretu, oraz dzika walka z uzyskaniem prawdziwej czerni na rysunku.

Krok po Kroku: „Madness, madness” (portret Serja Tankiana)

Osoby o charakterystycznych rysach twarzy lub mimice to idealni modele do portretów. Takie rysunki będą znacznie ciekawsze od klasycznie upozowanych postaci… Dlatego dziś wybrałam Serja Tankiana – lidera grupy System of a Down do roli modela. Jego psychodeliczny uśmiech, który oglądałam kilka godzin bez przerwy, sprawił, że sama zaczęłam nieco wariować. Zwłaszcza, że w tle szalała muzyka S.o.a.D. Wyświetlone na ekranie laptopa zdjęcie potraktowałam jak prawdziwego modela. Nie tylko odwzorowywałam proporcje jakby Serj stał obok mnie ale też – korzystając z „wolnej chaty” – pozwierzałam się mu trochę 😉

Obrazek „Madness, madness” (nie wiem dlaczego ostatnio daję angielskie tytuły) opiera się na kontraście czerni i jasnooświetlonej twarzy. Jest to praca zbudowana na spontanicznym, szybkim szkicu i wyrazistych kreskach.

Twarz Serja jest ustawiona w dość prostej pozie. Najważniejsza proporcja, jaką musimy wyznaczyć to stosunek wysokości głowy do jej szerokości.

Na bazie naszych pomiarów jesteśmy w stanie łatwo zbudować owal twarzy.

By jeszcze łatwiej było szkicować charakterystyczna twarz Tankiana, zmierzyłam sobie pozycję nosa. Okazało się, że jest mniej więcej w połowie widocznej części twarzy (widocznej czyli od kapelusza do brody).

Podobnie wyznaczyłam inne podstawowe kształty twarzy – oczy, uszy i usta. Bardzo istotne były także linie biegnące od nosa do kącików ust, ponieważ potęgowały uśmiech.

Podczas mierzenia proporcji bardzo ważne było oglądanie twarzy w całości i jednocześnie tak, by nie była zbytnio oddalona. Odwróciłam więc laptopa.

W kolejnym etapie walczyłam z cieniowaniem. Uzyskanie głębokiej czerni ołówkiem 4B było sporym wyzwaniem. Nałożyłam sporo warstw. Każda następna dawała coraz lepszy efekt.

Przyszedł czas na wodę. Okazało się, że nawet bardzo niestaranne kreski wykonane ołówkiem akwarelowym rozmyły się w piękne, czyste plamy. Być może była to także zasługa dość śliskiej kartki z papieru fotograficznego, która zaskakująco dobrze radzi sobie z wodą.

Dla pewności zaczęłam rozwadnianie ołówka od jaśniejszych partii. Później stopniowo przechodziłam do ciemnych miejsc, które w pocie czoła cieniowałam wcześniej. Naturalnie po poprawieniu ich zwilżonym pędzelkiem odcień nieco zbladł… Nawiasem mówiąc, dopiero teraz zorientowałam się, że ten promienisty kształt za Tankianem to agawa 🙂

Pędzelek, który wchłonął trochę pigmentu nadał się do poprawienia ciemnych detali twarzy – brwi, oczu, brody…

Tankian ma tutaj nietypowo umiejscowione tęczówki, które potęgują wrażenie szaleństwa. Warto to uwzględnić w szkicu.

Po etapie „wodnym” dobrze jest odstawić obrazek do całkowitego wyschnięcia a potem włożyć go pod jakąś ciężką książkę (u mnie padło na kultową „Encyklopedię Rocka”, Weissa).

Obrazek wyglądał na tym etapie dość mdło, dlatego dodałam do niego kilka mocnych kresek ołówkiem akwarelowym na sucho. Starałam się zachować kontrast pomiędzy oświetloną stroną twarzy i cieniem pod kapeluszem.

Gotowa praca wygląda mniej więcej tak:

A tak nawiasem…

Jak już pisałam, podczas pracy towarzyszyła mi oczywiście muzyka Systemu. Powiem Wam, że słuchanie „Lonely Day” gdy Twój dzień rzeczywiście jest „lonely” potrafi nieco zdołować…

„Such a lonely Day, and it’s my…”

Ostatnio wszelkie siły koncentrują na tym, by połączyć studia, pracę i elfikowanie. Mam nadzieję, że mój chwilowy spadek formy (widoczny zwłaszcza w tym tekście) nie odbija się za bardzo na czytelności wpisów. Dziś (o 18.15 dokładnie) zaczynam nowy rok akademicki. Czy jest tu może ktoś z Politechniki Warszawskiej (zwłaszcza z wydziału Zarządzania lub Informatyki)? Szukam przyjaciół 🙂