E. Zawada „Nauka rysunku” RECENZJA
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Witam ponownie w cyklu „Elfik recenzuje poradniki rysunkowe”. Cel pozostaje ten sam: szukamy publikacji, która da radę nauczyć rysunku. Czy tym razem się uda?

E. Zawada „Nauka Rysunku”

Dziś zajmiemy się poradnikiem o jakże oryginalnym i zaskakującym tytule „Nauka Rysunku” autorstwa Ernesta Zawady (wyd. Szkolen PWN). Zobaczmy czy warto sobie zakupić taki egzemplarz lub przynajmniej fofatygować się po niego do biblioteki.

Przyznaję, że nigdy nie zamierzałam recenzować tej publikacji, bo z góry uznałam, że będzie taka jak wszystkie inne. Kiedy jednak zaczęłam na nią trafiać w niemal każdej bibliotece uznałam, że – ze względu na jej dostępność – warto ją jednak sprawdzić. Może akurat się myliłam?

Zacznijmy od wrażeń czysto estetycznych.
Podobno nie ocenia się książki po okładce, więc daruję sobie komentarze na temat rażąco brzydkiej i nudnej kompozycji, która wita przyszłych czytelników książki. Sama szata graficzna jest w porządku choć też bez szaleństw. Na plus będzie przyjemny w dotyku, całkiem gruby papier noraz niewielka czcionka, która sprawia, że pomimo dużej ilości obrazków nadal zmieściło się tu dużo tesktu.

No właśnie. A jaka jest jakość tego tekstu?
Wstęp obiecuje wiele: „Oddajemy w wasze ręce książkę […] wyróżniającą się spośród wielu podobnych publikacji na polskim rynku księgarskim”. Czym książka się wyróżnia według autorów?
– wykłady terestyczne zilustrowanie rysunkami (cóż za niespotykany zabieg w poradnikach rysunkowych!)
– poruszanie zagadnień technicznych (wow!)
– praktyczne ćwiczenia (niech zgadnę… cieniowanie sześcianów?)

Na wypadek, gdyby ktoś nie wyczuł ironii, wolę wspomnieć, że słowa w nawiasach to ironia.

Ok, przejdźmy do poszczególnych rozdziałów. Zaczynamy lekturkę bardzo oryginalnie – od historii rysunku. Taaa… Później jestem niemalże w szoku – opis przyborów do rysowania! Z działu dowiemy się m.in., że rysować można kredkami, ołówkami i węglem (aha). Oraz, że na rynku są dostępne także gumki do mazania (wow!). I że może przydać nam się także – uwaga! – strugaczka! Po tej lawinie nowych informcji przechodzimy do sposobów cieniowania (spojler: cieniować można kreską lub kratką), kompozycji (wiedzieliście, że może być owalna, trójkątna, wertykalna lub horyzontalna?) i perspektywy. Na końcu oczywiście znajdziemy zestaw ćwiczeń. We wstępie autor zaznaczył, że „niektóre zadania mogą wydać się trudne”. Cóż to za zadania? Zgadliście! Cieniowanie sześcianów!

Każdy rozdział faktycznie zawiera wiele rysunków poglądowych. Przy czym każdy z nich jest tak do bólu banalny i przewidywalny, że rysowanie wydaje się najnudniejszą czynnością na świecie. W tym miejscu bardzo doceniłam książkę „Jak rysować” (którą recenzowałam ). Tam ilustacje były ciekawe i bardzo inspirujące. Kilka z nich nawet przerysowałam sobie do szkicownika. W przypadku „Nauki rysunku” naprawdę ciężko sobie wyobrazić bardziej oklepane szkice.

Podsumowując…
No miałam rację. Książka nie wniosła do mojego życia nic nowego. Nie poleciłabym jej ani artystom ani tym bardziej początkującym, bo potrafi zabić radość rysowania poprzez wałkowanie najbardziej oklepanych tematów jakie tylko mogą być. Jak na razie 3 do 0 dla Betty Edwards moi drodzy 🙂

Zobaczcie pozostałe recenzje:


Mam nadzieję, że nie macie mi za złe jadu, jaki wylałam na tą publikację. Rysowanie to generalnie nie jest zbyt porywający temat, dlatego staram się wnieść do niego trochę emocji. Pomożecie mi w tym? Jakie książki poradnikowe zasługują na ołtarze, a które możemy palić na stosie? Dajcie znać!

ps. Na znajdziecie najnowsze . Czy da się stworzyć coś fajnego za pomocą touchpada w laptopie i darmowego programu graficznego? A na zobaczycie mały spojler do kolejnego rysunku/filmiku/notki :).