Jakie kredki na początek? (+KONKURS)
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

W pisałam o profesjonalnych kredkach i wrażeniach z ich używania. Okazało się, że – zgodnie z podejrzeniami – takimi kredkami pracuje się o niebo lepiej niż “zwykłymi” i dużo łatwiej uzyskać powalający efekt. Tym razem postaram sprawdzić, czy także kredki ze średniej półki cenowej są w stanie spełnić moje dość wysokie oczekiwania. Przy tej okazji zastanowimy się, jakie wybrać sobie na początek przygody z rysunkiem. A na końcu dzisiejszego wpisu czeka na Was pierwszy z kilku zaplanowanych na najbliższe miesiące konkursów!

O kredkach Jumbo

Bohaterami dzisiejszej notki są trójkątne kredki , których kształt, nazwa i opakowanie sugerują, że są to raczej kredki dla dzieci. Wybrałam ten komplet dlatego, że ma je córka mojej koleżanki i kiedy rysowałam razem z nią, zauważyłam, że mają bardzo dobrą pigmentację. Postanowiłam porównać je do kredek , które są i jeszcze długo będą moimi ukochanymi. Nie chciałam na siłę szukać kredek złych (np. takich jak gumowate BIC), bo zestawienie ich z najwyższą półką nie ma sensu.

Jumbo są trójkątne i jest to mój ulubiony kształt, ponieważ dobrze leżą w dłoni i nie turlają się po stole, co jest dość istotne. W porównaniu z Polychromos nie wyglądają stylowo i nie będą tak dobrze się prezentować na Instagramie, ale to akurat nie jest najważniejsze.

Test kredek Junior Jumbo 30 kolorów

Wybrałam sobie do przerysowania zdjęcie Melisandre z “Gry o Tron”. Jest na nim dość mało kolorów, więc wydaje się dość łatwe do odtworzenie, jednak w rzeczywistości jest na odwrót. Kolorystyka zdjęcia jest naturalna i dość zgaszona, a właśnie takie odcienie trudniej uzyskać. Pudełka kredek o mniejszej liczbie sztuk zazwyczaj zawierają barwy czyste i mało realistyczne. Dodatkową trudność sprawił fakt, że twarz kapłanki jest bardzo jasna, a uzyskanie dużej, gładkiej powierzchni w takim odcieniu do łatwych nie należy.

Podobnie jak przy postanowiłam stworzyć rysunek bez wspierania się gumką, blenderem i ołówkiem. Wybrałam lekką, artystyczną kreskę i grubo nakładane warstwy kredki.

Zaczęłam od kredki w kolorze skóry. (W tym komplecie kolory nie są opisane ani nazwą ani numerem, więc będę nazywała je po swojemu.) Naszkicowałam nią zarys głowy i szczegóły. Wszystko absolutnie “na oko”. Formuła kredki uniemożliwiała mi zbyt wiele poprawek, ale ja po latach przerysowywania zdjęć nawet nieźle radzę sobie z odwzorowywaniem proporcji. Szczegóły dorysowałam tą samą kredką. Starałam się jej nie dociskać, bo wtedy pokolorowanie niektórych fragmentów byłoby niemożliwe.

Na zdjęciu było bardzo dużo czerni, dlatego nie wahałam się, by po nią sięgnąć. Poprawiłam nią fragmenty, które mi się nie udały (Meliska wyszła mi za gruba) i zaczęłam cieniowanie. Nawet gdybym miała do wyboru jakiś inny odcień (np. ciemnoszary lub szary brąz) i tak wybrałabym w tym miejscu klasyczną czerń. Temat rysunku tego moim zdaniem wymaga. Różnica między pierwszymi kreskami a kolejnymi etapami jest znaczna, bo patrząc na szkic, widziałam, co trzeba poprawić. Zazwyczaj sugeruję początkującym rysownikom odstawienie rysunku na jakiś czas, bo wtedy łatwiej wychwycić błędy. Ja takiej przerwy już nie potrzebuję, bo i bez niej widzę, co jest nie tak.

Kolejną kredką była szara. Zazwyczaj ludzie wzdrygają się przed używaniem jej do portretu, jednak ja stosuję ją bardzo często. Szarość i zimny brąz to kredki, które stosuję zawsze jako podkład. Stosowane oszczędnie i wymieszane z innymi kolorami pozwalają – moim zdaniem – uzyskać bardziej realistyczne odcienie. A ja lubię, gdy mój rysunek jest w miarę możliwości realistyczny.

Szarość rozblendowałam kredką cielistą. Jak zwykle stosowałam wiele cienkich warstw zamiast kilku grubszych. Dzięki temu kolory lepiej się ze sobą łączyły. Cieniowanie nie było tak przyjemne jak podczas rysowania Polychromosami, bo Jumbo było bardziej zbite i śliskie. Nie stanowiło to jednak jakiegoś wielkiego problemu. Sądzę, że gdybym nigdy nie miała w rękach profesjonalnego zestawu, to Jumbo rysowałoby mi się znakomicie.

Kiedy kupiłam aparat kompaktowy – Benia – jego jakość wydawała mi się szalona, po wcześniej miałam zwykłą cyfrówkę. Później przerzuciłam się na lustrzankę (Nikoś D5200) i zaczęłam jej używać. Gdy kilka dni później wróciłam na chwilę do Benia, czułam się jakbym używała bardzo złego aparatu. Na ekraniku była pikseloza, a zdjęcia wydawały się jakieś ciemne. Oczywiście Benio nadal jest dobrym aparatem (bardzo dobrym!), ale po prostu przez używanie Nikosia teraz źle mi się z niego korzysta. To samo działa teraz. Myślę, że gdybym spróbowała Jumbo przed Polychromosami, byłabym w nich zakochana.

W tym kroku pracowałam także nad oczami. Tęczówki Melisandre, podobnie jak tęczówki Sophie Turner w poprzednim rysunku, bardzo wyróżniają się na tle… eee… no na tle tła. Postanowiłam to podkreślić i wybrałam granatową kredką o wyrazistym odcieniu. Naturalnie trochę zgasiłam ją czernią dla zachowania realizmu, ale efekt i tak był ciekawy.

Wyzwanie stanowiły włosy Melisandre, ponieważ miały charakterystyczny odcień – zimny, głęboki i ciemny ale jednak nadal czerwony. Zazwyczaj do narysowania realistycznej czerwieni używam wpadających w czerwień brązów (np. tzn “indian red”), ale one są dość ciepłe. Tutaj musiałam rozmieszać sobie chłodny brąz z czerwienią. Dodałam też kilka pasemek w kolorze malinowym. Na rysunku ich chyba nie widać, ale spełniają swoje zadanie i sprawiają, że całość nabrała głębi.

Jak wspominałam, na zdjęciu twarz Melisandre jest bardzo jasna, prawie biała. Pokrycie jej gładką warstwą kredki było wyzwaniem.

Tak jak twarde ołówki przydają się podczas rysunku realistycznego, tak samo przydatne są kredki które zostają jasne nawet przy mocnym nacisku. To one dają gładkość i robią za blender. W tym zestawie mi ich brakowało. Pamiętajcie, że pigmentacja to nie wszystko!

Powyżej paletka kolorów użyta do włosów.

Na rysunku używałam także dużo brązu. Zestaw Jumbo 30 zawiera zarówno ciepły odcień jak i chłodny, ale i tak wspierałam go szarością, by było jeszcze bardziej realistycznie. Za blender służył odcień skóry oraz róż (na Murze jest tak zimno, że wszystkim różowieje skóra). Od razu wiedziałam, jakiej kredki powinnam użyć. Podczas pracy z kompletem 120 kolorów najwięcej czasu zajmował wybór właściwego odcienia. Nie powiem, że było to nieprzyjemne, ale jednak czas zajmowało.

Rysując starałam się uzyskać podobny efekt, co na poprzednim rysunku, jednak jasna skóra Melisandre wymusiła na mnie słabsze kolorowanie. Możecie porównać sobie oba rysunki (ten i portret Sophie), jednak to nie będzie konieczne, bo za niedługo na (koniecznie subskrybujcie!) będzie filmik na którym tworzę realistyczny rysunek obydwoma zestawami kredek. Jedną stronę – Polychromosami, drugą – Jumbo Junior. Będzie ciekawie!

Zatem… jakie kredki wybrać na początek?

Wiele razy czytałam o tym, że kiedy zaczynasz przygodę z rysunkiem, nie warto inwestować w drogi sprzęt. To oczywiście prawda, jednak muszę dodać, że także sięganie po najtańszy jest złym pomysłem. Kredki bardzo złej jakości (czyli zazwyczaj te tanie) są słabo napigmentowane a rysowanie nimi to koszmar. Bardzo łatwo można się wtedy zniechęcić! Moim zdaniem zamiast kredek szkolnych dużo lepiej jest jest wybrać kredki hobbystyczne dobrej marki (np. Faber Castell, KOH-I-NOOR, Derwent), ale w mniejszej liczbie kolorów. Dobre kredki łatwo się blendują przez co nie dają uczucia frustracji. A mając niewiele odcieni uczymy się mieszać kolory, co jest bardzo ważną umiejętnością (poczytacie o tym ). Ja oczywiście cieszę się, że mam 120 kolorów, ale jeśli trzeba, to .

Kilka rad dla osób, które chcą rysować realistycznie, a mają do dyspozycji niewiele kolorów:

naturalniejszy odcień różu uzyskasz słabiej naciskając czerwoną kredką (i blendując ją białą) niż uzywając kredki różowej

kolor szary nie boli i odpowiednio zmieszany z innymi sprawi ze bedzie bardziej naturalnie

kredka żółta nie nadaje się do rysowania blond włosów, zamiast niej pomieszaj zimny brąz z białą i delikatnie ocieplaj go później ochrą

zimny brąz jest jak ketchup – pasuje prawie do wszystkiego

Mam nadzieję, że moje przemyślenia okazały się choć trochę pomocne i ciekawe. Aby nakłonić Was do przemyślenia tematu, wymyśliłam…

KONKURS!

Zadanie polega na tym, by w komentarzu pod tą notką napisać odpowiedź na pytanie: “Gdybyś miał/miała skompletować idealny zestaw 12 kredek, jakie kolory byś wybrał/wybrała?”.

Komentarze można pisać do 14go czerwca 2016 włącznie. Każdy napisany później, nie będzie brany pod uwagę. Z nadesłanych odpowiedzi wybiorę 5, które spodobały mi się najbardziej. Wyniki ogłoszę 16go czerwca w specjalnej notce na tym blogu. Wybrane osoby zostaną poproszone o przesłanie mi swoich adresów na podany adres mailowy, żeby fundator nagród – wiedział, gdzie wysłać nagrody. Jeżeli do 18go czerwca nie dostanę adresów, wybiorę kolejne osoby.

Tym razem do zgarnięcia są zestawy kredek i flamastrów, ołówki i akcesoria biurowe – zakreślacze, pojemniki na wodę. Dodatkowo w paczkach znajdzie się także gadżet-niespodzianka od Sklepu Faber-Castell, jednak nawet ja nie mam pojęcia co to będzie 🙂

Na blogu było już wiele konkursów, więc pewnie już wiecie, co biorę pod uwagę podczas wybierania zwycięzców. Dzisiejsze zadanie jest warte przemyślenia. Jeżeli macie problemy z nazwami kolorów, możecie poszperać i podpatrzeć, jakie nazwy maja istniejące już kredki. A może wymyślicie swoje nazwy kolorów? Jak zwykle liczę na kreatywność! W razie pytań piszcie komentarze 🙂