Kreska „pozbawiona poczucia winy” i realistyczne szrafowanie
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Rysowanie zaczyna się w głowie

Ostatnio jestem mistrzynią w nadawaniu dziwnych tytułów notek. Czytelnicy ich nie lubią, wyszukiwarki internetowe także. Ja jednak wciąż się przy nich upieram, a dział <"styl życia, psychologia i filozofia [rysunku]"> uparcie rozwijam. Wieżę, że nasz Święty Graal, czyli uniwersalny sposób na naukę rysowania, zostanie pewnego dnia okryty właśnie tutaj. Bo rysowanie zaczyna się w głowie, nie w dłoni.

Prawda jest taka, że bez odpowiedniego nastroju i nastawienia nawet najlepiej zredagowany tutorial nic Wam nie pomoże. A nastrój może być różny. Niektóre rysunki wymagają szaleństwa, inne – stoickiego spokoju. Zdecydowana większość – odwagi i radości. Dlatego dziś opowiem o swobodnej, pozbawionej poczucia winy kresce. Kresce, która sprawia przyjemność artyście i która jest zaskakująco piękna.

Do dzisiejszego rysunku nieprzypadkowo wybrałam długopis. Co więcej – długopis bez wsparcia ołówka. Brak linii pomocniczych i używanie medium, którego nie da się wymazać sprawiło, że praca nad rysunkiem była nadzwyczaj relaksująca. Poczułam, że nikt nie będzie ode mnie wymagał, by szkic wyglądał doskonale i dzięki temu zupełnie się nią nie stresowałam. Inaczej mówiąc, nie miałam poczucia winy, że rysunek wyjdzie nie tak, jak oczekują tego inni. Dodatkowo stosowanie mojego ukochanego szrafowania pogłębiło fantastyczny, pełen entuzjazmu nastrój. Nim przejdziemy do tutorialu zobaczcie czym ono jest.

Szrafowanie

Szrafowanie to mądrzejsza nazwa czegoś, co nazywam zazwyczaj „kreseczkowaniem”. Polega na wydobywaniu odcienia za pomocą kresek. Intensywność tego odcienia można modyfikować częstotliwością stawiania linii, ich grubością i ilością krzyżujących się warstw. Dla mnie jest to jeden z najprzyjemniejszych sposobów cieniowania. Pozwala się odstresować i z pasją stawiać kreseczki tak, jakby świat wokół nie istniał. Choć zaciemniona tą metodą powierzchnia nie jest gładka, można ją stosować także do realistycznych rysunków. Z oddali drobne kreseczki zlewają się w jedną całość. Widziane z bliska przypominają misternie tkany materiał.

Ta technika cieniowania wymaga oczywiście pewnych umiejętności. Najlepiej nabyć je poprzez regularne ćwiczenia. Idealną sytuacją do nauki jest nudna lekcja czy rozmowa przez telefon. Podczas szkicowania kreseczek zwróćcie szczególna uwagę na to, by znajdowały się w tek samej odległości od siebie i miały podobną długość.

Krok po Kroku: Pies i Ptaszyna

Dla wielu z Was połączenie Sansy Stark i Sandora Clegane na jednym portrecie może wydawać się dziwne (prawie tak dziwne jak tytuł dzisiejszego wpisu). Fani twórczości George’a R. R. Martina zgodnie twierdzą jednak, że ich relacja była bardzo ciekawym wątkiem w Pieśni Lodu i Ognia. A kiedy okazało się, że czytelnicy Basi A. A. Michalskiej (pozdrawiam, Ayuś!) także się z tym zgadzają, nie miałam już żadnych wątpliwości co do wyboru kolejnych postaci do sportretowania :).

Wybór zdjęcia

Tym razem znalezienie odpowieniego zdjęcia było dość trudne. Planowałam narysować parę na podstawie kadru, na którym znajdowali się oboje ale nie mogłam wyszukać idealnego. na przykład mamy scenę, która nie do końca pokazuje skomplikowaną relację „psa i ptaszyny”. z kolei sytuacja została pokazana z punktu widzenia Ogara. – Sansy. Mi zależało na tym, by na obrazku wyeksponować obie historie. Zdecydowałam więc, że połączę dwa zdjęcia. Wybrałam takie, na którym Sansa wygląda dorośle a Sandor jest odwrócony ładniejszą stroną twarzy. Udało mi się znaleźć screeny, na których bohaterowie spoglądają w różne strony, jakby ich drogi zyciowe i poglady na zycie się rozmijały. Idealnie! Fotografie połączyłam w programie Paint:

Nie martwiłam się tym, że zdjęcia mają różny kontrast, ponieważ wiedziałam, że długopis doskonale zniweluje te różnice.

Technika

Jestem ostatnio zakochana w długopisach, dlatego wciąż opowiadam o nich na blogu. W dzisiejszym projekcie odgrywają one ważną rolę, ponieważ nie da się ich bezboleśnie wymazać. Dzięki temu miałam poczucie, że rysunek nie musi być idealny a ja jestem zwolniona z obowiązku oddania podobieństwa. Zero stresu!

Szkic

Zazwyczaj opisanie procesu szkicowania przychodzi mi łatwo. Tym razem miałam z nim spory problem. Podczas pracy czułam, że moja dłoń rysuje sama. Przez większość czasu uważnie obserwowałam zdjęcie i badałam każdą kreskę wzrokiem. Hedonistycznie zachwycałam się każdym zaobserwowanym kształtem i odwzorowywałam go na kartce. Starałam się nie dociskać długopisu do papieru a moje linie były hmmm – finezyjne, artystyczne wręcz.

Nie narzuciłam sobie żadnej dyscypliny, żadnej „słusznej” kolejności. Początkowo miałam ochotę naszkicować detale twarzy Sandora. Później poczułam potrzebę zaznaczenia ogólnego kształtu głów. Moja dłoń szalała a ja powiedziałam jej: „a rób co chcesz!” 🙂

Bardzo ważne na tym etapie okazały się granice cieni, które występowały na twarzach. To one były moimi punktami orientacyjnymi i na ich podstawie budowałam kolejne proporcje. Światłocień (zwłaszcza ten na twarzy Sansy) był wystarczająco wyrazisty, by zaznaczyć go na szkicu kreską.

Założyłam sobie, że jeżeli na rysunku zrobię jakiś błąd, to po prostu dorysuję na nim nową, właściwą kreskę. Paradoksalnie podczas całego procesu tylko jeden element (konkretnie usta Sansy) naszkicowałam nie tam gdzie trzeba i mimo założeń nie musiałam prawie nic poprawiać.

W ten właśnie dziwny sposób powstał szkic, który – ku mojemu zdziwieniu – dobrze oddał podobieństwo postaci. Okazało się, że rysowanie tą metodą spełniło swoje zadanie.

Cieniowanie

Cóż, z opisem cieniowania także miałam niemały problem, bo rysowałam bez planu, chaotycznie. Pracowałam dokładnie nad tymi fragmentami, na które miałam ochotę. W pewnym momencie nos Clegane’a wydał mi się nadzwyczaj interesujący, więc się nim zajęłam. Chwilę później oczy Sansy zaczęły kusić i przeszłam do nich. Nastrój ekscytacji! Ani przez chwilę nie pomyślałam czegoś w stylu: „o nie, jeszcze musze zacieniować te włosy…”. Po prostu robiłam swoje.

Miejsca, które powinny być jasne (np. oświetlona część skóry twarzy) także ciniowałam warstwą kreseczek. Dzięki temu podkreśliłam te partie, które na zdjęciu były idealnie białe np. błyski światła w oczach.

Nie cieniowałam rysunku metodą „od ogółu do szczegółu”, bo ona zakłada, że rysunek powstaje równomiernie. Ja co jakiś czas zakreskowywałam najciemniejsze miejsca, by wymusić na sobie konieczność uzyskania odpowieniego kontrastu.

Uważam, że biurko to najodpowiedniejsze miejsce do rysowania ale czasem nawet ja lubię odejść od tej reguły i malować w dziwnej pozycji np. z nogami wyżej niż głowa 🙂

Styl, którym tworzyłam tą pracę, trochę przypominał ten znany z banknotów. By zachować spojność na rysunku, także włosy cieniowałam krzyżującymi się kreseczkami. Mimo to starałam się oddać grę cieni na fryzurach oraz sposób, w jaki układają się pasma.

Gotowy obrazek wygląda tak:

Musiałam poprawić kontrast w programie graficznym, ponieważ długopis, którego używałam, był dość blady.

Co sądzicie o swobodnym stylu rysowania i „kreseczkowaniu”? Wydaje Wam się, że moje teksty są coraz bardziej dziwne? Jeśli tak, mimo to spróbujcie przetestować zawarte w nich rady, bo sądzę, że są dobrą alternatywą dla klasycznych tutoriali.

Nawiasem mówiąc

Macie marzenia?
Ja od pewnego czasu mam takie jedno. Bardzo bym chciała, by pisanie bloga stało się kiedyś moją pracą. By mój dzień zaczynał się od pisania tesktu przy kawie a kończył na pisaniu tekstu przy herbacie. Bym mogła siedzieć w lesie i robić zdjęcia swoim rysunkom. Nagrywać śmieszne filmiki, których scenariusz wymyślam sama.

Sądzę, że wygrana (albo zajęcie jakiegoś wysokiego miejsca) w konkursie na BLOG ROKU mogłaby mi trochę pomóc. Dlatego jeśli wierzycie w marzenia (i we mnie!), wyslijcie dla mnie małego SMSika za 1,23 zł o treści J00003 (cztery zera) na numer 7122. Może w tym roku to blogi rysunkowe będą tryumfować obok modowych i kulinarnych? 🙂