Lifestyle: Rysownik na wysokich obrotach
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Był już wpis poświęcony szkole, więc najwyższy czas na nakreślenie kilku słów o tym, co rysownik porabia w pracy.

Nie mam pojęcia, jaki odsetek z Was chodzi już do pracy ale sądzę, że wpis na ten temat okaże się ciekawy. Zwłaszcza, że stanowi doskonały pretekst do bliższego przyjrzenia się szkicowaniu z natury oraz wykorzystywaniu akcesoriów biurowych do rysunków.

Zatem…

… jak kariera wpływa na jakość naszych rysunków? Cóż… – dość negatywnie. Stres, brak czasu i zmęczenie raczej nie pomogą nam w pobudzaniu kreatywności. Spróbujmy jednak pomyśleć o tym inaczej – posiadanie pasji pomaga uspokoić emocje i zrelaksować się po powrocie do domu. Jest odskocznią od szarych obowiązków. Nie wiem jak jest w Waszym przypadku, ale dla mnie hobby jest zajęciem pełnoetatowym. Dlatego też staram się z niego nie rezygnować także w pracy. Podczas kawowych przerw uwielbiam przysiąść nad kartką i po prostu szkicować. W kącikach kuchennych raczej trudno jest znaleźć interesujące obiekty do narysowania, dlatego zazwyczaj wybieram rysowanie z wyobraźni. Bardzo żałuję, że ciepłe dni powoli się kończą, ponieważ prawdopodobnie nie będę już miała okazji spędzić przerwy na lunch w plenerze lub na balkoniku. Muszę się pochwalić, że aktualnie mam jeden z najbardziej prestiżowych widoków z okna w Polsce – na Pałac Kultury w Warszawie.

Co za pogoda…

Dziś miałam wyjątkowe szczęście, ponieważ koleżanka z pracy zgodziła się pozować mi do szybkiego, „awangardowego” portretu. Siedząca przy komputerze Paulina (pozdrawiam!) prawie się nie poruszała, była więc modelką idealną. Tzn. „pozowanie 5-minutowe” to ćwiczenie, które często proponują nauczyciele rysunku. Brak czasu do zastanowienia sprawia, że rysownik musi poradzić sobie z bardzo szybkim wychwytywaniem proporcji oraz ogólnych kształtów. Jest to także doskonały wstęp do przyszłych .

Krok po kroku: „Różowa przerwa na kawę”

Może będzie to dla Was zaskoczeniem ale akurat do biura nie noszę ze sobą swoich ukochanych ołówków i kredek. Byłoby mi trochę ciężko załadować się do metra z torbą na ramieniu, laptopem w jednej ręce i zawartością sklepu plastycznego w drugiej. Dlatego też w tym obrazku wykorzystałam rzeczy, które miałam pod ręką – różowy zakreślacz, zwykły biurowy ołówek HB (rózowy!) i czarny marker. Kolor pisaczka oraz wystrój biura zainspirowały tytuł obrazka.

Zaczęłam od bardzo szybkiego szkicu – dwie elipsy pozwoliły mi rozplanować wszystko na kartce i wyznaczyć proporcje. Dodatkowo zaznaczyłam sobie linie pomocnicze rysów twarzy (czasem nazywam je roboczo „krzyżykiem”).

Bardzo pomocne okazało się mierzenie proporcji twarzy biurowym ołówkiem (którego kolor pasuje do ścian!). By odpowiednio uchwycić zależności, najpierw zmierzyłam sobie wysokość głowy…

… a potem porównałam ją z szerokością.

Paulina siedziała w pewnej odległości ode mnie, więc dokładne pokazanie sposobu, w jaki odmierzałam proporcje, jest niemożliwe na zdjęciu. Dlatego też polecam wpis o .

Następnie dodałam kilka nowych kresek do szkicu. Narysowałam kontur włosów i szalik. Na liniach pomocniczych pojawiły się granice oczu, nosa i ust.

Na bazie tych linii zbudowałam kolejne elementy szkicu. Uzupełniłam potrzebne szczegóły i zacieniowałam miejsca, które tego wymagały.

Na tym etapie mogłam już spokojnie wymazać linie pomocnicze.

Ze względu na ograniczoną ilość środków, zdecydowałam, że rysunek wykonam w wyrazistym stylu, kojarzącym się ze starymi plakatami. Jedyny kolor jaki miałam pod ręką to jaskrawy róż, który posłużył za odcień pośredni na rysunku. Zakreślaczem wykonałam dość mocne tło, dlatego na samej twarzy używałam go dość oszczędnie – podkreśliłam nim jedynie najważniejsze cienie. Dzięki temu pomiędzy jasną postacią i drugim planem utworzył się interesujący kontrast. Zakreślacz naturalnie odmawiał współpracy podczas malowania tak dużej powierzchni, jaką jest tło. Wystarczyło jednak co kilka chwil dać mu odpocząć i znów był gotowy do użycia.

Na zdjęciu linie zakreślacza są bardzo wyraźne, jednak w rzeczywistości prawie ich nie widać.

Następnie uzupełniłam najciemniejsze elementy rysunku czarnym markerem. Okazało się, że marker markerowy nie równy. Pierwszy, którego użyłam, juz po kilku kreskach nie nadążał z uzupełnianiem tuszu. Drugi natomiast poradził sobie znakomicie. Udało mi się nim uzyskać gładką, czarną powierzchnię. Odcień był niemal identyczny nawet w miejscach, po których przejechałam markerem kilkakrotnie.

Na samym końcu wymazałam gumką wszystkie ślady ołówka. I w ten oto sposób powstała bardzo szybka, kilkuminutowa praca:

Sądzę, że warto sprawdzać nowe techniki i style, by przekonać się, czy nam odpowiadają. Wyraziste markery i zakreślacze będą fantastycznie wyglądać na różnego rodzaju plakatach, ponieważ niewątpliwie przyciągają uwagę. Sprawdzą się też w konkursach rysunkowych, gdzie nowe sposoby tworzenia są bardzo pożądane. Ja na pewno wykorzystam je do stworzenia okładki płyty z energetyczną muzyką, którą będę umilała sobie podróże samochodem. Wpis o ilustrowaniu muzyki znajdziecie .

Inspiracja na dziś jest sztuka , francuskiego malarza, który zasłynął m.in. wyrazistymi plakatami przedstawień teatralnych. Podpatrzcie sposób, w jaki odwzorowywał kształty oraz charakterystyczną kolorystykę i – w ramach ćwiczenia – stwórzcie obrazek w podobnym stylu. Duża dawka energetycznych kolorów jest tej jesieni bardzo wskazana 🙂

Co sądzicie o takich wyrazistych, płaskich rysunkach (niekoniecznie tym, który pokazałam w notce)? Są ciekawe czy „takie za bardzo…” ? 🙂

Ps. Moją dzisiejszą modelką była Paulina – prowadząca kanał „Mówiąc Inaczej” na YouTube, w którym opowiada o tajnikach języka polskiego w sposób dużo ciekawszy niż znamy ze szkoły. Jako że i ja staram się na swój sposób wprowadzać ładny język na Elfiku (długie, zmuszające do czytania teksty, zdania wielokrotnie złożone), zdecydowanie polecam <”Mówiąc Inaczej”>, z którego już się dużo dowiedziałam.

Ps. 2. Już od jakiegoś czasu chwalę się Wam, że moje rysunki w magiczny sposób „ożywają”… Dziś kolejny przykład. Na zdjęciu poniżej możecie zobaczyć widok z biurowego okna. W tle znajduje się… siedziba firmy Febo&Dobrzański. Fani serialu „BrzydUla” wiedzą o co chodzi. Dla ludzi mieszkających w stolicy od zawsze nie jest to nic niezwykłego, jednak w czasach, gdy „BrzydUla” była emitowana, mieszkałam w małej miejscowości i marzyłam, że pewnego dnia zobaczę miejsca z serialu na żywo. Teraz zdarza mi się gapić za okno i zastanawiać się co też poczyna Marek Dobrzański w swoim gabinecie 🙂

Kamieniczka z prawej strony to siedziba F&D.

Tak, tak – narysowałam kiedyś portret Filipa Bobka (odtwórcy roli Marka Dobrzańskiego). Stanowił on bazę do wpisu o cieniowaniu twarzy i niestety nigdy go nie dokończyłam. Być może gdybym zrobiła ten rysunek do końca, dziś pracowałabym nie obok Marka ale z Markiem 🙂

Ps. 3. Przypominam o trwającym . Pierwsze prace już napłynęły, z czego jestem bardzo zadowolona! Widzę, że wybrana przeze mnie tematyka przypadła Wam do gustu. Może dzisiejszy wpis posłuży za inspirację?