O radości rysowania
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Zauważyłam, że niektórzy z Was jakby… bali się rysowania? Rysunki wypadają blado i tym razem nie mam na myśli tylko ograniczania się do ołówka HB (choć to też). Wasze prace wydają się jednolite, powściągliwe i bardzo nieśmiałe. Zapomnieliście, że trzymając w ręce ołówek jesteście panami tego, co stworzycie? Możecie narysować coś dla siebie, dla własnej satysfakcji i schować to w szufladzie by za jakiś czas wrócić i spojrzeć świeżym okiem. Możecie wrzucić to tu, na Facebook’a i poddać ocenie innych lub wysłać mi i czekać na wskazówki. Lubię czytać co myślicie o swoich pracach, co chcieliście nimi osiągnąć (bo to ułatwia mi ocenę). Czasem jednak mam wrażenie, że macie albo zbyt wiele samokrytyki („…to mi nie wyszło, na to nawet nie patrz… nie wiem po co to wysłałem…”) albo za mało („… jestem Artystą i obojętne co mi nie napiszesz i tak będę się za niego uważał…”). Zdecydowanie wolę czytać komentarze obiektywne („… chciałem osiągnąć taki efekt ale nie jestem pewien czy mi wyszło, jestem zadowolony ze światłocienia jednak anatomia nie jest moją mocną stroną…”). To zdrowe podejście.

Kolejna sprawa to cel dla którego rysujecie. Może być różny- trening, sprawienie radości bliskiemu (portret dziewczyny/chłopaka na Walentynki?) lub sobie (ozdobienie swojego pokoju fajnym obrazkiem?), przekazanie swoich przekonań (zachęta do walki z rasizmem poprzez sztukę?), wizualizacja marzeń… Długo by wymieniać. W każdym razie warto przed przystąpieniem do rysowania zastanowić się co chcecie osiągnąć (można też rysować coś z nudów). Kiedy już będziecie to wiedzieli można pomyśleć nad tym jak to osiągnąć. O tym jednak często wspominam w notkach na blogu, więc pominę. Wiedzcie jednak, że z widzem można się bawić, manipulować nim a nawet go oszukiwać. Jesteśmy w stanie przyciągnąć jego wzrok tam, gdzie chcemy (np za pomocą kolorów czy odcieni) a nawet sprawić, że inne elementy zostaną niezauważone. Posługując się choćby iluzją optyczną jesteśmy w stanie sprawić, że oglądający błędnie odczyta rysunek. A użycie odpowiednich symboli, odpowiednich kolorów, techniki czy stylu może zmusić widza do myślenia lub nawet zmienić jego poglądy. W tym miejscu kończy się techniczne podejście do rysowania a zaczyna sztuka a ten kto opanował manipulowanie widzem może zwać się w moim przekonaniu Artystą (ps. to, że w profilu na FB mam wpisane ‚artystka’ nie znaczy, że zamierzam się tak tytułować… po prostu ta etykieta najbardziej pasowała mi ze wszystkich dostępnych).

Mam nadzieję, że po lekturze nabierzecie pewności w rysowaniu i przestaniecie odbierać wszystko tak poważnie. Nie każdy musi rysować po to by wystawiać swoje prace w galeriach sztuki jak to ładnie określiła Kasia w komentarzu na blogu. Ważne, by mieć z tego radochę.