Pamiętnik Rysownika: Ucieczka w świat fantazji (realistyczny portret kredkami)
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Wierzę, że marzenia są jednym z najciekawszych tematów na rysunek. Gdy na kartce powoli pojawia się spełnienie naszych snów, czujemy się prawie tak, jakby działo się naprawdę. Dziś opowiem Wam o tym, jak przez kilka dni spełniałam jedno ze swoich marzeń 🙂

Zawsze chciałam być elfem. Biegać boso po lesie, pić kwiatowy nektar i nosić piękne suknie.

Ostatnio to marzenie się spełniło – wraz z zorganizowałam sesję zdjęciową w stylu fantasy. Założyłam jasnoszarą, zwiewną suknię, zaplotłam włosy w elfickie warkocze i na bosaka przemierzałam listopadowy las. A wszystko zostało udokumentowane na zdjęciach! Ten dzień zaowocował nie tylko nowym rysunkiem ale też kilkoma ciekawymi projektami… Zobaczcie jak to było 🙂

3.XI.’13 Brzeszcze (rodzinna miejscowość) – dzień sesji zdjęciowej

Ostatnio bardzo rzadko mam okazję przebywać w rodzinnej miejscowości, dlatego każdą taką okazję staram się wykorzystać na spotkanie z Elą, która – jak wiecie – robi fantastyczne zdjęcia. Tuż przed moim powrotem do Warszawy udało nam się wybrać na wyjątkową sesję zdjęciową do lasu. Mimo że jest listopad, pogoda była idealna do zdjęć – wiał ciepły wiaterek, który porywał delikatną suknię a niebo zasłoniły chmury tworzące unikalną atmosferę. W tle grała epicka muzyka z „Władcy Pierścieni”, która pozwoliła mi wczuć się w rolę eterycznego elfa. Zdjęcie, które wybrałam jako bazę do rysunku, ma ciekawą historię. Otóż w trakcie przygotowania do kolejnego ujęcia nadepnęłam bosą stópką na jakąś gałązkę albo suchą trawę i odruchowo spojrzałam w dół, by sprawdzić co to. Pełne bólu spojrzenie uchwyciła niezawodna Ela 🙂

9. XI.’13 Działka nad jeziorem

Taki obrazek aż prosi się o to, by pracować nad nim w plenerze ale niestety – zgodnie z zawołaniem rodu Starków – nadchodzi zima. Na szczęście długi weekend spędziłam poza Warszawą i mogłam posiedzieć kilka dni w ogrodzie zimowym ze wspaniałym widokiem na jezioro. Wymarzone miejsce do pracy nad takim rysunkiem! Na działkę spakowałam: nowiutki zestaw ołówków KOH-I-NOOR (2H – 8B), kredki Polycolor Portrait KOH-I-NOOR, papier do pasteli, gumkę do mazania Factis i nieco już wysłużony blender KOH-I-NOOR.

Zaczęłam od wykonania szkicu. W tej notce chciałabym skupić się raczej dokładnym opisie sposobów cieniowania kredkami i ołówkami, dlatego odsyłam do notki , w której dokładnie opisałam szkicowanie.

Tym razem wydrukowałam sobie zdjęcie w dobrej jakości, dlatego nie musiałam korzystać z laptopa. Być może to właśnie dlatego praca tak gładko szła 🙂 Zaczęłam jak zwykle od spontanicznego bazgrania, które pomogło mi rozplanować wszystko na kartce. Wybrałam kadr, w którym moja sylwetka wypełnia prawie całą kartkę a szczegóły twarzy są dobrze wyeksponowane. Później zajęłam się wyznaczaniem proporcji. Nie było to szczególnie trudne, ponieważ na zdjęciu było bardzo dużo zależności. Twarz można idealnie wpasować w kwadrat a cała głowa tworzy łatwe do ogarnięcia wydłużone jajo 🙂 Na bazie linii pomocniczych zbudowałam dokładny szkic. Zaznaczyłam na nim nie tylko najbardziej oczywiste elementy twarzy (jak oczy i nos) ale także granic cieni, które bardzo przydadzą się podczas cieniowania. Na końcu oczyściłam szkic…

Nie jestem pewna czy widać to na zdjęciu ale twarz na szkicu jest dużo większa od tej na wydruku.

Kreski, które widzicie na powyższym zdjęciu powinny być dużo cieńsze. Ja jednak na potrzeby tutorialu jak zwykle naszkicowałam je nieco grubsze. Mój zbyt mocny nacisk niestety odzwierciedlił się później podczas cieniowania. Musiałam długo walczyć z ukryciem białych śladów.

Wykonanie szkicu w sumie zajęło mi ok dwie godziny.

Wieczorem zrobiłam sobie duży kubek herbaty i zajęłam się cieniowaniem. Tło wykonałam dość szybko, ponieważ nie było zbyt skomplikowane. Wybrałam kredki w kolorze trawiastej zieleni, zbożowej żółci i łososiowy. Taka gama wsparta trochę szarością twardych ołówków w zupełności wystarczyła.

Już na tym etapie tło wygląda gładziutko, mimo że jeszcze nie użyłam blendera. Taki efekt udało mi się uzyskać poprzez używanie kredek w odpowiedniej kolejności – od najciemniejszych do najjaśniejszych – i przez stosowanie warstw.

Cieniowanie twarzy także rozpoczęłam od ciemnych kredek. Wybrałam chłodne brązy, ponieważ one lepiej zgrały się z kolorystyką obrazka. Pierwsze warstwy nie wyglądały najlepiej. Przyciskałam kredki bardzo słabo, więc utworzyła się dość chropowata faktura, która zupełnie nie pasuje do delikatnej twarzy. Na szczęście każda kolejna warstwa coraz dokładniej pokrywała nierówności.

Pracowałam na drugiej stronie papieru do pasteli, która jest gładsza od tej, na której zwykle się rysuje. Mimo to muszę przyznać, że uzyskanie delikatnej powierzchni było dużo trudniejsze niż na zwykłej kartce, na której stworzyłam m.in. , który bardzo Wam się podobał.

Miejsca na twarzy, które są najciemniejsze (m.in. oczodoły, cień pod nosem) poprawiłam brązową kredką jeszcze kilka razy (nadal bardzo delikatnie!), te jaśniejsze natomiast zaczęłam cieniować jaśniejszymi odcieniami. Zestaw Polycolor Portrait zawiera delikatne odcienie pomarańczu, różu i beżu a ja wykorzystałam je wszystkie w odpowiednich miejscach. Na nosie i policzku pojawiły się delikatne odcienie różowego, kolor pomarańczowy przydał się głównie w okolicy oczu i nasady nosa a beże – prawie na całej twarzy.

10. XI.’13 Działka nad jeziorem

Kolejny dzień spędzony w ogrodzie zimowym. Co jakiś czas odchodziłam od stolika i rysowałam na leżaczku.

Po wstępnym wycieniowaniu twarzy zajęłam się szczegółami. Ze względu na brak czarnej kredki w zestawie rzęsy, brwi i włosy musiałam cieniować ołówkami. Użyłam 8B, 5B i 3B, ponieważ nie potrzebowałam szerszej gamy. Żeby włosy pasowały do reszty rysunku, w wielu miejscach czerń miękkich ołówków rozświetliłam różnymi odcieniami brązowych kredek.

Dolna część włosów na zdjęciu wyglądała jak ciemna plama. By uzyskać podobną powierzchnię na rysunku nałożyłam kilka warstw ołówkiem 8B. Nie starałam się uzyskać idealnego odcienia od razu, ponieważ gdybym tak zrobiła to mogłoby dać bardzo nierównomierny efekt.

Po włosach powróciłam do pracy nad skórą twarzy. Pogłębiłam jeszcze trochę odcienie, ponieważ poprzedniego dnia przy wieczornym świetle wyglądały nieco inaczej. W końcu w ruch poszedł blender. Powinien być bardzo dobrze zastrugany ale ja niestety nie spakowałam temperówki, więc musiałam radzić sobie poprzez ostrzenie go na chropowatej kartce.

Blenderem poprawiłam prawie całą twarz, która nabrała dzięki temu wyjątkowej gładkości. Ołówki (zwłaszcza te twarde) przydały się do poprawienia niektórych cieni. Dzięki ich użyciu całość nie wyglądała mdło. Każda przesada jest szkodliwa, więc gładkość uzyskaną za pomocą blendera zrównoważyłam delikatnymi szczegółami.

11.XI.’13 Działka nad jeziorem

Ostatni dzień długiego weekendu także spędziłam w spokojnej, twórczej atmosferze. Dodałam istotne szczegóły (piegi, cienkie włoski, rzęsy, brwi) i… gotowe.

Naturalnie szczegółów nie widać na zdjęciu ale do galerii postaram się wrzucić już lepszą reprodukcję 🙂

12.XI.’13 Warszawa

Kiedy ja żyłam w idyllicznym świecie marzeń, w tzn. „prawdziwym świecie” wydarzyło się wiele nieprzyjemności. Okazało się, że po raz kolejny spłonęła Tęcza na Placu Zbawiciela. Jej symbolika i to, jakie dyskusje wywołuje naturalnie jest ważna ale ja lubiłam tą instalację z jeszcze innego powodu. Otóż gdy byłam mała to jedną z moich ulubionych bajek były „Moje Koniki Pony”. Bohaterowie tej bajki – małe kucyki – mieszkały po drugiej stronie tęczy. Za każdym razem gdy po burzy pojawiała się ta piękna iluzja, ja biegłam w jej kierunku, by odnaleźć dom kucyków. Niestety – jak łatwo sie domyślić – nigdy go nie odnalazłam, bo tęcza się rozpływała. A teraz, gdy moje małe marzenia z dzieciństwa były tak blisko, ktoś je podpalił. Od teraz zamiast w drodze do pracy po wyjściu z metra podziwiać namacalną tęczę, będę spoglądać na spalony szkielet. Cieszę się, że 11.XI nie było mnie w Warszawie i mogłam przeżyć ten dzień w spokojnej, pasującej do wydarzenia atmosferze.

A teraz kolejna już w tym miesiącu niespodzianka! Z radością odsyłam Was do mojego nowego

,

gdzie już dziś znajdziecie dzisiejszą notkę w wersji filmowej! Całe 10 minut z Elfikiem. Zapraszam 🙂

Dotąd wydawało mi się, że nagranie filmu to prosta sprawa. Nic bardziej mylnego… Powiedzenie czegoś do kamery dla mnie oznacza nieustanne zacinanie się, salwy śmiechu i walkę z ciągłym: „yyyy…. yyyyy…ten…”. A montowanie materiału w jakość HD to koszmar! Jeśli do tego dodamy problemy z: dźwiękiem, oświetleniem, kadrem, brakiem statywu to mamy przepis na małą tragedię. Gdyby nie pomoc, na pewno bym sobie nie poradziła. Dlatego największe podziękowania składam Eli i Szymkowi, którzy dzielnie znosili moje „kreatywne” wskazówki. <3 Teraz – kiedy jestem juz po pracy nad pierwszym filmem – wiem już jak to wszystko wygląda od kuchni i sądzę, że moje kolejne nagrania będą już dużo lepsze. Jeżeli nie chcecie przegapić mojej kolejnej produkcji – subskrybujcie kanał. 😀 Nawiasem mówiąc W dniu sesji wykonałyśmy mnóstwo pięknych zdjęć. Oto kilka z nich: Pełny filmik z tego dnia znajdziecie . Obejrzyjcie, by przekonać się, że dwie amatorki są w stanie nakręcić mini-Władcę Pierścieni przy odrobinie chęci 🙂

Kilka dni temu, by wypełnić sobie oczekiwanie na nowy sezon „Gry o Tron”, zaczęłam nowy tasiemiec. Tym razem „Wikingowie”. Zobaczymy czy wynikną z tego jakieś rysunki. Wojujący faceci to przecież idealny temat! 😀

Jeżeli wciąż nie macie pomysłu na , to może dzisiejszy wpis Wam pomoże? Pamiętajcie, że portrety spersonalizowane są cudownym pomysłem na prezent 🙂