Promarkery – pierwsze wrażenie
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

W dzisiejszej notce będzie o promarkerach. Dowiecie się m.in​.: ​

– C​zy trzeba mieć specjalne umiejętności, by ich używać?

​- ​Czy kilka sztuk wystarczy do stworzenia realistycznego rysunku?

​- Jakie kolory wybrać na początek, jeśli nie stać nas na pełen komplet?

​- ​Jak perfekcyjnie blendować?

​- ​Jaki papier będzie idealny​ do promarkerów​?

Zawsze byłam pod ogromny​​m wrażeniem filmików, na których ktoś pokazywał rysunki wykonane promarkerami lub copic markerami. Wyglądało to tak, jakby bez najmniejszego wysiłku dało się pocieniować idealnie gładko dużą powierzchnię i w dodatku miękko łączyć ze sobą kolory. Postanowiłam je kupić i przetestować. ​Dzisiejszy wpis będzie więc zawierał odpowiedzi na te pytania, kt​óre najczęściej przychodzą do głowy na samym początku. Wraz z kolejnymi rysunkami nabiorę wprawy i będę dawała coraz bardziej szczegółowe rady.

Cena i dostępność
Podstawowym problemem z promarkerami i copic markerami jest ich cena. Pojedyncza sztuka kosztuje ok 10 zł, co oznacza, że komplet 24 kolorów wyniesie nas jakieś 240 zł. ​Biorąc pod uwagę, że niektórzy są w stanie wydać tyle na sukienkę (Paulinko… 😉 ), moim zdaniem nie jest to wygórowana kwota. Zdecydowanie lepiej kupować markery na sztuki, a nie w kompletach, ponieważ w zestawach cena za jeden pisak jest dużo wyższa. Moje kosztowały 10,50 zł za sztukę, a kupiłam je w sklepie STORM w Warszawie na ul. Mazowieckiej.

Jakie kolory wybrać?
Najlepiej byłoby mieć ​wszystkie dostępne kolory, ale myślę, że 10 000 zł () za pudełko pisaków może być dla niektórych ceną nie do przeskoczenia. Zdecydowałam, że najpierw kupię testowo 10 sztuk (konkretnie: 9 kolorów + blender), w trakcie testowania zobaczę, jakich kolorów mi brakuje i dokupię ​kolejne 10.

​Na początek wybrałam: ​

– cyjan
– magenta
– cytrynowy żółty
– chłodny, blady odcień skóry
– chłodną, jasną szarość
– sino-blado

​-​ niebiesko-miętowy w ciepłej wersji (najbardziej pozytywne zaskoczenie!)

– intensywną, ciepłą sjenę (największy niewypał!)
– trawiastą zieleń
– granat

Większość kolorów okazała się bardzo trafnym wyborem. W powyższym zestawie znajdują się zarówno kolory mocno kryjące jak i prawie przezroczyste. Dobrałam kolory tak, żeby mieć zarówno ciepłe jak i chłodne odcienie w dwóch typach – kryjącym i przezroczystym. Dzięki temu mogę nakładać blade kolory na te wyraziste i dowolnie łagodzić lub pogłębiać ich odcienie. Z czasem odkryłam, że niezbędne są także pisaki o średniej intensywności. Kiedy chcemy stworzyć naturalne, łagodne przejście od ciemnego odcienia do jasnego, to dwa kolory niestety nie wystarczają.

​Dokupiłam sobie markery w odcieniu:

– opalenizna (jeden z najbardziej przydatnych!)

– średnia, chłodna szarość

– umbra

– khaki (bardzo przydatny!)

– liliowy (taka moja fanaberia)

– blady, zimny róż

– świąteczny, ciemny zielony

– blada, naturalna zieleń

– ciepła, średnia szarość

– brudny, ciepły róż​

Powyżej przykład rysunku wykonanego przy ​użyciu pierwszego zestawu kolorów.

A tutaj obrazek​ wykonany 20 kolorami. Za niedługu na będzie dokładny tutorial do tego rysunku 🙂

Wiecej o mieszaniu kolorów i uzyskiwaniu naturalnych, realistycznych odcieni poczytacie w . Polecam także , ponieważ napisałam w nim nieco więcej o łagodzeniu odcieni.

Czy używanie promarkerów jest łatwe?
Kiedy po raz pierwszy sięgnęłam po markery byłam negatywnie zaskoczona. Wydawały się niczym nie różnić od zwykłych pisaków – kolory były intensywne i wcale nie blendowały się idealnie. Dopiero po kilku minutach zabawy znalazłam pierwszy klucz do idealnego blendoania – tempo. Bardzo pomocny okazał się filmik, który mi to uświadomił. Zbyt szybkie nakładanie koloru sprawia, że brzegi plam są nierówne. Zbyt wolne – że kolory się nie przenikają w odpowiedni sposób. Chodzi o to, by nakładać kolor tak, by poprzednia warstwa nie zdążyła jeszcze wyschnąć. Na oko zajmuje to sekundę, ale ​#niepotwierdzone_info.

​Na pewno bardzo rozczarują się ci, którzy sądzili, że samo posiadanie promarkerów wystarczy do tworzenia oszałamiających prac. Promarkery wymagają posiadania pewnych umiejętności i dopiero osoby, które potrafią już rysować kredkami lub malować akwarelami będą umiały czarować na kartce. Przedeszystkim potrzebne jest wyczucie i artystyczny sposób stawiania kresek, o którym pisałam . Mimo wszystko zauważyłam, że opanowanie zasad działania promarkerów – mimo początkowego szoku – nie jest wcale takie trudne. Już po godzinie nauczyłam się je wyczuwać, a kolory zaczęły się dobrze łączyć. Odkryłam, że nakładanie tysiąca warstw nie jest błędem i to właśnie one sprawiają, że wszystko pięknie się miesza. Do tego jednak do tego potrzebny jest dobry papier…​

Jaki papier do promarkerów?
W sklepach są dostępne specjalne bloki dedykowane promarkerom. Ich cena oscyluje w granicach 50 zł. Poświęcę się​ kiedyś​ i sprawdzę dla Was, czy warto w niego inwestować, ale najpierw sprawdziłam zwykły papier techniczny oraz papier dla ilustratorów o zwiększonej odporności na ścieranie (cena między 10 a 30 zł).

​Dziś testowałam papier techniczny i nie wypadł on aż tak źle, ale niestety zauważyłam, że przebija i bardzo się ściera. Mimo wszystko nie jest to kompletny niewypał. W kolejce czeka także papier dla ilustratorów, który dobrze reaguje na wymazywanie, tarcie i taśmy maskujące. ​Ja mam Canson Illustration, 250 g.

Podsumowanie
Posiadanie promarkerów nie sprawi, że Twoje prace będą olśniewające, jeżeli ogólnie brakuje ci umiejętności. Jest to jednak technika, na którą łatwo się przestawić po wcześniejszym kontakcie z kredkami czy akwarelami. Potrzeba wprawnej ręki i wyczucia, żeby nauczyć się mieszania kolorów, ale nauka jest przyjemna i daje wiele zabawy.

Zaczynam właśnie pracę nad nowym, realistycznym rysunkiem, a wy wypatrujcie na kanale filmiku z tutorialem do oka, które widzieliście powyżej. Będzie niedługo 🙂