Szkic do portretu cz2
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Czytanie polecam zacząc od .

Do tutorialu wybrałam duże, wyraźne zdjęcie Kat von D.

(Po kliknięciu w zdjęcie wyświetli się obraz w pełnym rozmiarze)

W Photoshopie zmieniłam kolorystykę zdjęcia na czarno-białą, zmniejszyłam kontrast i wymazałam nieco czerni w tle, bo nie chciałam marnować tuszu przy drukowaniu. Następnie wydrukowałam fotkę. Wyszła mi nieco mniejsza niż planowany rysunek ale nie ma to znaczenia.
Na wydruk naniosłam linie pomocnicze, dokładnie takie jak opisałam w pierwszej części (zwykle rysuję je ołówkiem ale na potrzeby tutorialu tym razem zrobiłam kolorowymi długopisami). Zaczęłam od najważniejszego czyli dwóch przecinających się pod kątem prostym linii, dzielących twarz na cztery ćwiartki. W przypadku portretu Liv Tyler z pierwszej części sprawa była prosta, bo twarz widziana była idealnie od przodu. Na zdjęciu Kat głowa jest nieco pochylona dlatego linie są bardziej pod kątem. Ich położenie odwzorowałam przykładając ołówek do zdjęcia bazowego. W ten sposób kąty wyszły takie same.

Sprawdziłam także w jakim stosunku są do siebie te linie. Przyłożyłam ołówek do dłuższej z nich i zaznaczyłam palcami jej długość. Następnie trzymając zaznaczone na ołówku miejsce przyłożyłam go do krótszej linii. Okazało się, że jest ona tylko trochę mniejsza.

Potem obrysowałam kontur twarzy na wydruku (kolor różowy). Starałam się przenieść go na kartkę. Twarz podzieliła się na cztery ćwiartki a ja nad każdą z nich pracowałam osobno.

Patrząc na linie pomocnicze naniesione na zdjęcie koncentrowałam się wyłącznie na obrysie danego fragmentu. Wszystkie inne elementy w tym momencie były nieważne. Dorysowałam sobie kilka drobnych linii pomocniczych. Dzięki nim zobaczyłam np, że najwyższy punkt danego fragmentu po zrzutowaniu mieściłby się mniej więcej w połowie dolnej linii. To znacznie ułatwiło sprawę. Resztę zrobiłam już na oko

(Zdjęcie powyżej zostało zrobione pod kątem dlatego rysunek wygląda na przechylony. Kształt jednak został zachowany).

Po wymazaniu niepotrzebnych linii otrzymałam bazę do szkicu.

Nadszedł czas na zaznaczenie umiejscowienia poszczególnych elementów twarzy. Zaczęłam od oka. Na wydruku zauważyłam, że prawe oko znajduje się MNIEJ WIĘCEJ (słowo-klucz) na środku dolnej linii prawej-górnej ćwiartki. Zaznaczyłam to na zdjęciu…

… a zaraz potem na rysunku.

Z lewym okiem nie było problemu bo pokrywa prawie całą lewą część poziomej linii (tej głównej). Z tym można sobie poradzić bez linii pomocniczych.

Z umiejscowieniem nosa było już więcej problemów, bo nie chciał się nigdzie ‚wpasować’. Jedyna zależność jaką zauważyłam to to, że jego zakończenie przypada na mniej więcej połowę dolnej części pionowej linii (tej głównej, początkowej). Zauważyłam także jak mają się oczy do szerokości nosa. To także naniosłam na wydruk a potem na rysunek.

(Rysując trzymałam kartkę lekko obróconą dlatego na zdjęciu powyżej linie na rysunku są pod innym kątem niż te na wydruku…)

Usta to już czysta poezja, bo ich prawy kącik znajduje się dokładnie na tej samej linii, co kącik oka.

Dobra, mamy już wszystkie linie pomocnicze. Wiemy, gdzie powinny znajdować się oczy, nos i usta. Oczywiście na każdym zdjęciu wygląda to inaczej. Nie zawsze główne linie przecinają się pod kątem prostym i nie zawsze mają podobną długość. To zależy od ustawienia głowy. Czasem proporcje już na pierwszy rzut oka są widoczne, czasem trzeba ich szukać na siłę a czasem… rysować na oko.

Dobra, skoro wiemy już co się gdzie znajduje czas byśmy w końcu dokończyli szkic. Na podstawie linii pomocniczych narysowałam wszystkie elementy. Na początku wyglądało to dość chaotycznie…

… ale z czasem szkic nabrał ogłady, bo ‚dopieszczałam’ go około godziny. Wymazałam także niepotrzebne już linie pomocnicze. Twarz stopniowo nabierała podobieństwa.

Przed przystąpieniem do cieniowania poprawiłam ostatecznie właściwe linie (wybrane spośród wielu naszkicowanych kresek) i dokładnie wymazałam resztę. Dodałam także wiele istotnych szczegółów, które potem mogły się przydać w cieniowaniu. Zaznaczyłam (bardzo delikatnie!) granicę cieni i dorysowałam rzęsy, zmarszczki i cienie pod oczami. To wszystko już robiłam na oko. Tak wygląda ostateczny, ‚czysty’ szkic.

Całość zajęła mi koło 2 godzin. Zanim wszystkie linie wyglądały tak jak chciałam minęło sporo czasu.

Tak wygląda moja metoda. Tzn… tak wyglądała kilka latatemu, bo dziś większość z tych kroków omijam. Rysuję już ładnych parę lat i potrafię ‚na oko’ ocenić czy dana linia jest dobrze odwzorowana. Pewnie większość z Was zniechęciłam tą notką… Zastanawiacie się czy warto tak się męczyć skoro można równie dobrze narysować sobie kratki i na ich podstawie budować szkic. Ja myślę, że warto, bo w ten sposób uczymy się uważnej obserwacji i mamy większe pole do popisu. Ten sposób może nie jest stosowany przez wielkich artystów (w końcu oni potrafią się obejść bez linii pomocniczych) ale na pewno jest bardziej uczciwy niż kalkowanie.
Dla kontrastu tu macie link do tutoriali pewnej bardzo zdolnej kobiety rysującej z pomocą kratek:

Co sądzicie o tym tutorialu? Napiszcie mi czy wyrażam się dość jasno i jakie jest wasze zdanie na temat tej metody odwzorowania. A może znacie jakieś inne (oprócz kalkowania, rysowania po kratkach i odbijania za pomocą szyby)?