Pamiętnik rysownika: Portret Aragorna (marker, ołówki i fotorealizm) cz. I
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Jeden z moich najwierniejszych czytelników (Mikołaj, pozdrawiam! <3 ) dał mi znać, że już bardzo dawno nie było notki z cyklu "Pamiętnik Rysownika". Ta informacja była dla mnie tak przerażająca, że od razu przystąpiłam do działania! Informacja dla nowych czytelników: "Pamiętnik Rysownika" to seria wpisów, w których opowiadam o swoich rysunkach skupiając się na tym, jak ich powstawanie rozłożyło się w czasie. Są to wpisy pełne dygresji i emocji. Od tutoriali odróżnia je także to, że czytelnicy dopiero na końcu dowiadują się, jak wygląda gotowy rysunek. Jako przykład szczególnie polecam , w którym pokazywałam proces tworzenia portretu Ragnara z „Wikingów”. 🙂

Z tego wpisu dowiecie się, jak powstał fotorealistyczny portret Aragorna z „Władcy Pierścieni”, wykonany przy użyciu ołówków, , białego żelopisu i czarnego cienkopisu. Dowiecie się także, jakie błędy i wypadki przy pracy zdarzają się rysownikom oraz jak tworzenie szczegółowego obrazka rozkłada się w czasie… i przestrzeni :).

Powyżej kwintesencja „Pamiętnika Rysownika” – zdjęcie markera do białych tablic skąpanego w blasku świec 🙂

O ile sam rysunek powstawał w cudownych warunkach, o tyle pisanie notki było już ekstremalne. Mój osobisty laptop jest zepsuty, więc notatki do notki (i filmiku!) robiłam ręcznie i przepisywałam je w uczelnianej bibliotece i kawiarenkach internetowych. Wyobraźcie sobie – 10 facetów grających w WoWa, a między nimi ja grzecznie pisząca sobie notkę na bloga :). Szalenie podoba mi się taki tryb życia!

12.III.’15 Warszawa, Solec , Czwartek

Zacznę może od tego, że już raz podchodziłam do portretu Aragorna na podstawie tego samego zdjęcia. Mogliście to zobaczyć na moim instagramie (@barbiemichaels). Zaczęłam rysować jeszcze na starym mieszkaniu i nawet udało mi się nagrać trochę tutorialu ale niestety utraciły mi się nagrania, zmienił mi się kolor stołu i generalnie wszystko było na „nie”. Uznałam, że warto zacząć od nowa bez negatywnych emocji. Musicie wiedzieć, że moje nowe otoczenie miało duży wpływ na rysunek. Jestem teraz szczęśliwą posiadaczką drewnianego stołu i mieszkania, w którym nic nie rozprasza. No, może tylko przepiękny widok na Powiśle z VII piętra. Nawiasem mówiąc od kiedy prowadzę bloga przeprowadzałam się jakieś… 4 razy. Ta lokalizacja podoba mi się najbardziej. Ale wróćmy do rysunku…

Jak wiecie m.in. z , w fotorealizmie SZALENIE ważny jest wybór zdjęcia. Tym razem zdecydowałam się na takie, na którym są rozbłyski światła (genialnie wyglądają na szczegółowych rysunkach) oraz ciemne tło (idealne do zrobienia go markerem). Zdjęcie wydrukowałam i wsunęłam w statywik od Benia, bo sporą część pracy nagrywałam na (filmik coming soon; kto subuje ten się dowie pierwszy).

Dzień pierwszy zaczęłam od ogarnięcia akcesoriów do rysowania (tym razem to ołówki, marker do białych tablic, biały żelopis i precyzyjna gumka do mazania). W zależności od pory dnia, mój stół wędrował po całym pokoju, by mieć jak najlepszy kąt padania światła (za dnia Słońca, a wieczorami – lampy). Ponieważ skończyła się Noc Polarna, mogłam rysować także rano przed pracą. Po całym dniu do rysunku wróciłam wieczorem.

Zaczęłam oczywiście od szkicu. Pracowałam na zwykłej kartce do ksero, więc było dla mnie bardzo ważne, aby nie męczyć zbytnio papieru. Na szczęście po wielu latach nauki rysunku potrzeba mi coraz mniej linii pomocniczych. Jeśli Wy nie czujecie się pewnie w szkicu, zachęcam do przejrzenia i notki. Powiem jeszcze, że do szkicu tym razem wzięłam sobie ołówek Faber-Castell HB, ponieważ ma fajne, drobne, gumowe wypustki, które sprawiają, że nie wyślizguje się z palców.

Dziś zrobiłam także tło. Użyłam do tego celu markera do białych tablic. Zwykły marker także by się nadał ALE warto zaznaczyć, że jest on minimalnie gorszy, ponieważ bardziej osłabia kartkę i słabiej przyjmuje kredki, ołówki i żelopis. Mój egzemplarz markera już trochę się wypisywał, dlatego praca nad tłem zajęła mi duuuużo czasu. Ale nawet gdybym miała nowiutką sztukę i tak trochę bym posiedziała nad uzyskaniem czerni idealnej.

Powyżej czerń idealna.

Później narysowałam jasno oświetlone, pojedyncze włosy, które wystawały ponad resztę. Użyłam do tego celu białej kredki z kompletu KOH-I-NOOR Mondeluz. Podczas pracy była lepiej zastrugana niż na zdjęciu poniżej.

Kredką narysowałam także białe plamy światła w tle. Była wystarczająco silna, by pokryć warstwę czarnego jak noc markera. Niestety wszystko to bardzo trudno uchwycić na zdjęciu, ponieważ każdy z użytych przyborów odbija światło w inny sposób. Później było już tylko trudniej, bo użyłam jeszcze…

… białego żelopisu. Mój błąd tym razem był taki, że nie chciało mi się pofatygować do sklepu po nowy, więc rysowałam takim, który już prawie wysychał. Dobra rada od Elfa – zainwestujcie w nowy żelopis :).

13.III.’15 Mordor, Piątek

Dziś nie rysowałam, bo spędzałam piątek 13go w Mordorze… tym na Domaniewskiej. Ściślej mówiąc – w siedzibie EA Games. Byłam jednym z tych szczęśliwców, którzy mieli okazję zagrać przedpremierowo w dodatek „Witaj w Pracy” do The Sims 4! I przy okazji zaliczyłam najdłuższą w swoim życiu rozgrywkę Simsów. Jeśli kto ciekawy, to relacja z tego wydarzenia jest dostępna .

A relacja by DotSim.

14.III.’15 Sobota, Powiśle

Zdecydowanie należę do osób, które w weekendy (i każdy inny dzień tygodnia) lubią sobie pospać. Byłam więc bardzo zaskoczona, kiedy w sobotę z własnej woli wstałam o 7:00 i nie chciało mi się spać dalej. Dzień zaczęłam od kawy w ulubionym kubku z , widoczku na park i rysowania. Lepiej się nie da. Później miałam trening miecza, który – jak wiecie z poprzedniej notki – skończył się ślicznym siniakiem. Uprzedzając pytania – u Wikingów kobiety nie mogą walczyć mieczem ale nie od dziś wiadomo, że Elf jest zawsze wyjątkiem. 🙂

Po powrocie z treningu przyszedł czas na rysunek. Tym razem na tapecie było rysowanie włosów. Nie jest to mój ulubiony fragment rysunku. Narysowanie rozwianych, falowanych włosów, które się dodatkowo pozlepiały do najprzyjemniejszych nie należało. Ale zawsze mogło być gorzej – blond rysuje się jeszcze gorzej.

Ten fragment zaczęłam od bardzo dokładnego szkicu. Rozrysowałam sobie położenie praktycznie każdego pasemka włosów. A potem można już było spokojnie zacząć cieniowanie . Na początek ołówek 8B. Później stopniowo coraz twardsze. Ta kolejnośc jest dobra, ponieważ twarde ołówki idealnie pokrywają miękkie. Na odwrót nie koniecznie działa 🙂

Niektóre fragmenty docieniowałam markerem, ponieważ nie chciałam by pierwszy plan był oderwany od tła. Kilka ciemnych plam tu i ówdzie sprawiło, że całość była bardziej harmonijna. Aby markerowe fragmenty lepiej zlały się z resztą, poprawiłam je jeszcze ołówkami.

Więcej (dużo więcej) o rysowaniu włosów poczytacie w notce.

15.III.’15, Niedziela, Powiśle

Drugi dzień z rzędu wstałam wcześnie i mogłam rysować przy świetle dziennym.

Rysowanie w dzień ma swoje minusy. Kiedy za oknem jest cudna pogoda, bardzo trudno usiedzieć w miejscu i spokojnie rysować.

„Pamiętnik Rysownika” to nie tutorial, tylko zapis wszystkiego, co się działo w trakcie rysowania. Także tych złych rzeczy. Tym razem odkryłam, że kreski zrobione białą kredką na markerze… zniknęły. Prawdopodobnie wniknęło to z tego, że kilka dni temu się pomyliłam i docieniowałam tło zwykłym markerem zamiast tym do białych tablic. #nobodys_perfect

16.III.’15 Poniedziałek, Powiśle

Czas wrócić do pracy i rysowania wieczornego. Nie jest to wcale takie złe – pachnące świece, ciepły szlafrok, kubek kakao i miska, w której moczę stopy, całkiem skutecznie przytrzymują mnie przy biurku i pozwalają przetrwać długie godziny żmudnego cieniowania włosów.

„Artystyczne” zdjęcie pozwalające wczuć się w klimat wieczornego rysowania przy świecach.

Gumka do mazania Derwent (z miotełką!) pozwoliła na precyzyjne wymazanie drobnych błysków światła. Uwielbiam gumki w takiej formie. Chyba wolałam moją poprzednią z Faber-Castell, która miała dwie końcówki z różnymi rodzajami wkładu. Brak miotełki rekompensowałam sobie pięknym pędzlem Daler Rowney z soboli (który znanie m.in. z notki).

Tak, tak… Znowu obgryzłam paznokcie.

17.III.’15 Wtorek, #biuru

Nie… Dziś mi się nie chce rysować. Dziś po pracy tylko tylko ciepłe mleko w kubku i film.

18.III.’15 Środa, Powiśle

Przed pracą znalazłam czas na to, by zrobić dość szybko prawą część tła. Marker i biały żelopis nie rozmazują się pod wpływem tarcia, dlatego nie martwiłam się, że później niechcący rozetrę ten fragment. Powiem Wam, że bardzo dobrze jest odpocząć co jakiś czas od wymagającego rysowania szczegółów (np. plątaniny brudnych włosów 😉 ) i przejść do czegoś… odmóżdżającego. A kolorowanie tła markerem właśnie takie jest. Cieniowanie tła było dość szybkie, dlatego całość wyglądała tak, jakby już była na ukończeniu, mimo że do końca jeszcze daleko.

21.III.’15 Sobooota! Powiśle

Otwarty balkon, kawa, śpiew ptaków w tle. Odlot!

22.III.’15 Niedziela, Powiśle

Jak wyżej.

Za pomocą miękkich ołówków przygotowałam sobie coś w rodzaju podkładu pod bardziej szczegółowe cieniowanie. Kombinacja miękkich ołówków i słabego nacisku spowodowała, że wytworzyła mi się lekko chropowata powierzchnia. Zupełnie się tym nie przejmowałam, ponieważ Aragorn – jak na prawdziwego faceta przystało – nie ma idealnie gładkiej skóry.

Praca z miękkimi ołówkami powoduje trochę bałaganu, dlatego co jakiś czas dla pewności odświeżałam sobie gumką miejsca, które powinny pozostać idealnie białe (m.in. błyski światła na nosie).

No… Aby podkreślić, jak długotrwały jest proces powstawania rysunku fotorealistycznego postanowiłam… podzielić wpis na dwie części. Dzięki temu Wy dostaniecie dwie notki, a ja… więcej czasu do pracy nad tym portretem.

A zatem… Czy Elfikowi uda się dokończyć portret Aragorna? Czy rysunek wyjdzie tak, jak sobie zaplanowałam? Odpowiedzi na te i inne pytania poznacie w kolejnym odcinku „Pamiętnika Rysownika” :).