Kostium krasnoluda (fryzura + makijaż)
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)

Uwielbiam się przebierać! Niestety karnawał nie trwa cały rok, dlatego okazją do zabawy są dla mnie głównie sesje zdjęciowe. Zazwyczaj przebieram się za jakieś delikatne stworzonka ale od kiedy na ekrany trafił „Hobbit” noszę się po krasnoludzku – futrzana etola i plątaniny warkoczy. Tym razem postanowiłam pójść jeszcze dalej – za pomocą makijażu i fryzury zmieniłam się w prawdziwego krasnoluda. Teraz pozostaje mi tylko czekać aż ktoś zorganizuje imprezę w filmowym stylu!

Jak zrobić z siebie krasnoluda?

Przydadzą się:

– kredki do oczu dobrane kolorem do włosów

– matowy cień do powiek w kolorze brązu; najlepszy będzie naturalny, dopasowany do odcienia cery ale ja używałam rudawego błyszczącego i też nie wygląda to najgorzej

– malutkie gumeczki do włosów w naturalnym kolorze i opcjonalnie rzemyki do ich przykrycia

– długie, w miarę gęste włosy na głowie

Zaczęłam od spięcia włosów w koczka na czubku głowy, by nie przeszkadzały. Ja pracowałam na twarzy, na której nie było żadnych kosmetyków, ale krasnoludzki makijaż można wykonać także na nałożonym wcześniej podkładzie. Najpierw brązowym cieniem do powiek przyciemniłam obszar pod łukiem brwiowym, ponieważ krasnoludy (zwłaszcza filmowy Thorin) mają zazwyczaj głęboko osadzone oczy. Namalowałam także pionową kreskę na środku czoła, która imituje zmarszczkę i sprawia, że wyglądam starzej. Wszystko lekko roztarłam, by nie było ostrych krawędzi.

Cień nałożyłam także na okolice nosa tak, by wydał się dużo większy. Roztarłam jedynie zewnętrzne granice, by stworzyć iluzję bulwiastego nochala. Porównajcie go z moim oryginalnym nosem na zdjęciu powyżej!

Dodałam też worki pod oczami (a właściwie wzmocniłam te, które już mam).

Nie jest to tutorial rysunkowy ale uczy bardzo ważnej rzeczy. To, co ciemne, wydaje się oddalone, to, co jasne – bliskie. W ten spsoób można wymodelować twarz makijażem lub narysować z wyobraźni portret.

Brwi pomalowałam dwiema kredkami do oczu – czarną i brązową, by lepiej dopasować je do naturalnego koloru moich włosów. Starałam się narysować brwi zmierzwione, bo gładkie, ułożone w jednym kierunku wyglądają bardziej kobieco. Warto zacząć od niezaostrzonej kredki a na końcu dodać kilka cienkich kresek, które imitują włoski. Zwróćcie uwagę, że te blisko nosa idą w górę.

Na szczęście wyglądam tak dopiero po nałożeniu makijażu, a nie przed 🙂

Kredkami pomalowałam także brodę, by spod sztucznych włosów nie prześwitywały łyse placki.

Czas na włosy. Oryginalny tutorial na krasnoludzką brodę znajdziecie . Testowałam go ale niestety się nie udał. Tak zapleciony wąs mi się nie trzyma a moje włosy są nieco za krótkie. Bazując na tym pomyśle znalazłam własny sposób.

Najlepiej, by włosy nie były świeżo umyte, ponieważ wtedy są mniej śliskie i łatwiej je zapleść w warkocze. Opcjonalnie można je zakręcić w loki i/lub podtapirować, wtedy fryzura trzyma się jeszcze lepiej. Warto wiedzieć, że pasma, z których robimy brodę, trzeba dobrać indywidualnie. Wszystko zależy od ich długości i rodzaju cięcia. Najlepiej poprzymierzać różne, by sprawdzić, które nadzadzą się do danej części.

Zaczynam od zrobienia przedziałka na środku głowy i odseparowania włosów, które nie będą potrzebne do brody czyli tych z czubka głowy i najbliższego sąsiedztwa twarzy. Większość z nas nie ma wystarczająco gęstych włosów, by starczyło i na brodę i na tył fryzury, dlatego w mojej wersji z tyłu zostawiam niewiele włosów.

Wybrałam z tyłu głowy dwa cienkie pasma i sprawdziłam czy ich długość jest odpowiednia. Spięłam je małą gumeczką tuż pod ustami. Możecie zakryć gumeczkę rzemykiem, by całość wyglądała bardziej średniowiecznie. Sam rzemyk raczej nie utrzyma tak drobnej precyzyjnej fryzurki a jego zawiązanie może przysporzyć kłopotu. Ja niestety nie znalazłam w domu rzemyka, więc moje gumeczki rażą intensywnym, niebieskim kolorem.

Z tak powstałego „kucyka” zaplotłam warkoczyk.

Podobnie zrobiłam nad ustami. Tym razem jednak zaczepiłam pasma nad uszami, żeby się nie zsuwały.

Przez dolne pasma zaczęłam przeciągać kosmyki włosów, by stworzyć gęstą brodę. Było z tym trochę roboty, ponieważ musiałam dobierać każde pasemko z osobna i sprawdzać, czy jego długość będzie dobra w danym miejscu. Chodziło o to, by broda była mniej więcej równa.

Wszystko można wzmocnić wsuwkami, żeby nie rozpadło się po jakimś czasie.

Zdecydowanie najtrudniejsze było zrobienie wąsów. Zwłaszcza, że temperatura była minusowa a moje zziębnięte palce odmawiały współpracy. Najpierw rozdzieliłam pasmo nad ustami na dwie części…

… a później każdą z nich przypięłam wsuwkami do bazy. Widzę, że wybrałam sobie zbyt cienkie pasma ale ze względu na okoliczności tworzenia tutorialu nie mogłam już sobie pozwolić na zmiany.

Gdy wszystko trzyma się dobrze, mozna rozpuścić włosy. Całość czochramy, tapirujemy (to opcjonalne, ja akurat nie znoszę tapiru) i generalnie robimy wszystko, by wyglądać bardziej dziko. Jakbyśmy spędzili kilka miesięcy w lesie 🙂 Proponuję spryskać włosy lakierem, by utrwalić brodę. Można ja także wzmocnić dodatkowo wsuwkami w kolorze dobranym do włosów. Wystarczy na wyczucie je wsunąć i ukryć.

Z takiej brody można – w zależności od gęstości włosów – zrobić różne fryzury. Sprawdźcie jaka nosi wasz ulubiony krasnolud. znajdziecie Bifura.

A co z resztą stroju? Wystarczą wam zwykłe, brązowe lub czarne kozaki, odrobina futra i jakiś materiał na płaszcz. Kreatywność wskazana!

Gotowe 🙂

Tym razem nie wyszło mi do końca tak, jak chciałam, bo po już po kilku minutach na mrozie skostniały mi ręce. Dlatego wrzucam jeszcze kilka zdjęć, które zrobiłam kilka dni wcześniej w domu. Tu wąsy wyglądają znacznie lepiej:

Własnie zdałam sobie sprawę z tego, że gdybym była facetem to nosiłabym właśnie taką brodę i długie włosy. 🙂

Nawiasem mówiąc…

Jest coś absurdalnie fajnego w taszczeniu do lasu nienajmniejszego lustra po to, by przebrać się za krasnoluda i zrobić kilka zdjęć. Lubię robić rzeczy absurdalnie fajnie. Ostatnio odbyłam na przykład długą rozmowę o Bogu i Sensie Istnienia. Przez domofon. Ze świadkiem Jehowy. W końcu studiowanie kulturoznwstwa do czegoś się przydało! Swoją drogą, ciekawe czy ktokolwiek przedemną na pytanie „Czy chce Pani porozmawiać o Bogu?” odparł „Ależ oczywiście!”. 🙂